Tekst Barbara Ogonowska
KOCIE SPRAWY - Nr 83 WRZESIEŃ 2009
O historycznych kotach u władzy niewiele wiemy, większość kronik milczy na ten temat. A były takie. I są do dziś. O psach towarzyszących władcom, prezydentom, ministrom wiadomo od wieków: były skrupulatnie uwieczniane na malowidłach, rycinach i zdjęciach jako wierni towarzysze rządzących. Nie wydaje się jednak, aby wdawały się w politykę. O psie powiedzielibyśmy zatem, że żył na stopniach tronu czy w przedsionku władzy. Żaden kot jednak nie zaakceptowałby takiej wiernopoddańczej pozycji.
Najważniejszym elementem urzędu tej miary co Home Office, są oczywiście dokumenty, tony papierów, w dużej mierze państwowej wagi i tajnych. A tu - o zgrozo!
- pergaminy i listy nadgryzane są nie tyle zębem czasu, ile siekaczami licznych i żarłocznych gryzoni. Londyńska siedziba Home Office nie była wyjątkiem. Toteż w 1883 roku pracownicy uzyskali pozwolenie na zatrudnienie kota w celu zdławienia problemu.
W owym czasie utrzymanie kontrolera gryzoni opłacał dozorca biura z własnej kieszeni. Z czasem jednak niejasny status kota w urzędzie stał się solą w oku urzędniczym i gdzieś około 1929 r. uzyskano z Ministerstwa Skarbu oficjalne pozwolenie zatrudnienia „kompetentnego kota biurowego" z dziennymi poborami, przeznaczonymi na jego wyżywienie w wysokości
1 penny. Nie wiadomo dlaczego, ów kot otrzymał imię Peter, wiadomo, że był czarny.
Peter
Kwestia jego poborów często była dyskutowana i ulegała rewizji. W czasie II wojny światowej pobory te wynosiły już szylinga i sześć pensów tygodniowo. W dodatku z powodu bombardowań Londynu urząd podzielił się na szereg lokalizacji i każda z filii wniosła o zezwolenie na zatrudnienie „duplikatu" Petera. W 1946 r. ktoś przypomniał o brzmieniu oryginalnego dokumentu zezwalającego na zatrudnienie kompetentnego kota i po ustaleniu, iż 17-letni naówczas Peter nie jest już w stanie skutecznie wypełniać obowiązków, zatrudniono nowego kota, również czarnego i ochrzczonego imieniem Peter, lecz ten po półrocznej pracy uległ wypadkowi samochodowemu i również musiał opuścić stanowisko. Obowiązki oficjalnego „kompetentnego" myszołowcy objął trzeci z kolei czarny Peter, któremu udało się zdobyć przychylność współpracowników oraz zyskać niemałą popularność. W 1958 r. został przedstawiony w wieczornym programie BBC, co zaowocowało liczną korespondencją i upominkami przysyłanymi przez jego fanów z całego imperium z Australią włącznie. Upominki jednakże zostały odrzucone z uzasadnieniem, że Peter jest zatrudniony w służbie publicznej niskiego szczebla i w związku z tym nie ma prawa przyjmowania prezentów. Wskutek protestów wielbicieli rozważano nawet zmianę jego statusu urzędniczego na wyższy, porzucono jednak ten projekt m.in. z racji niepewnego pochodzenia kota.
Peter III
11 listopada 1960 roku Peter III spowodował krótkotrwały kryzys: oto królowa w drodze na ceremonię przed pomnikiem poległych miała już przekroczyć próg, gdy Peter złożył na wycieraczce smrodliwy upominek.
Do katastrofy nie doszło dzięki szybkiej reakcji jednego z obecnych urzędników, który zanieczyszczony dywanik przytomnie wyrzucił przez okno. Peter III pełnił swój urząd aż do śmierci w 1964 roku, po czym został pochowany na znanym cmentarzu zwierzęcym, a na nagrobek złożyli się jego wielbiciele ze wszystkich stron świata.
Manninagh KateDhu
Ponieważ śmierć Petera odbiła się szerokim echem, zastępca gubernatora wyspy Man postanowił skorzystać z okazji do promocji tego terytorium i zaoferował Home Office manxa na stanowisko nowego myszołowcy. Przekazanie nowego kociego urzędnika odbyło się uroczyście: Manx o imieniu Manninagh KateDhu w towarzystwie zwierzchnika urzędu rolnictwa wyspy oraz przedstawiciela urzędu weterynarii, został przekazany wraz z ilustrowanym rodowodem głowie Home Office do rąk własnych. Zgodnie z tradycją podjęto decyzję, że pierwszy rasowy urzędnik do spraw deratyzacji, czarna jak jej poprzednicy kotka, będzie nosić imię Peta, a jej „pobory" będą dwukrotnie wyższe od pensji Petera III.
Peta
Niestety, pierwsza kotka na tak eksponowanym stanowisku nie spełniła pokładanych w niej nadziei: podobno miała skłonność do głośnego i uporczywego miauczenia, w dodatku brakowało jej higienicznego wychowania.
Po trzech latach zdegustowani urzędnicy zaczęli się domagać usunięcia Pety. Uznano wszelako, iż zdymisjonowanie kotki mogłoby zepsuć opinię Home Office, jako że kotka posiadała „status dyplomatyczny", a zwolnienie jej było wręcz niemożliwe po tak wielkiej ceremonii, z jaką urządzono na jej przyjęcie. Poprzednie koty na tym stanowisku, jako dachowce, dysponowały pewną anonimowością, mogły same o siebie dbać i dokonywać zabiegów toaletowych w pobliskim parku. Peta zaś, z uwagi na jej pochodzenie, zmuszona była spędzać życie zamknięta w czterech ścianach. Dodatkowym uszczerbkiem na opinii Pety był fakt, że jednak udało jej się raz opuścić mury urzędu i w ogrodzie siedziby Downing Street 10 poturbować nie tylko syjamskiego kota żony premiera, ale także podrapać samą panią Wilson, kiedy ta przybyła na pomoc. Wprawdzie Home Office usiłowało oczyścić Petę z zarzutów napaści, sugerując że dokonał jej jakiś zwykły czarny kot-włóczęga, lecz bezogonowość sprawcy nie ulegała wątpliwości, a Peta była jedynym manxem w okolicy. Podniosły się też głosy w obronie kotki. Pod uwagę należało wziąć, że urząd, do którego zadań należało prawodawstwo w zakresie praw zwierząt, nie powinien trzymać rasowego kota w warunkach dalekich od ideału. Rozważano już nawet założenie trawnika dla użytku Pety na wewnętrznym podwórzu urzędu, kiedy okazało się, że ministerstwo przenosi się do nowego budynku, gdzie myszy nie ma, a zatem zbędny też będzie urzędowy kot.
Peta została zatem przeniesiona na wcześniejszą emeryturę (zapewne z odpowiednią odprawą) i zamieszkała z jednym z zaprzyjaźnionych urzędników poza miastem. Fakt jej dymisji i przeprowadzki wyszedł na jaw dopiero w 1976 roku, wskutek interpelacji obywatelskiej. Ostatni w historii oficjalny myszołowca Home Office, manx Peta, zmarła w 1980 r. w wieku 16. lat.