Koty w Białym Domu

Tekst Barbara Ogonowska
KOCIE SPRAWY - Nr 84 PAŹDZIERNIK 2009
 

Mieszkańcy Białego Domu zazwyczaj byli miłośnikami zwierząt: doliczono się tylko trzech prezydentów USA, którzy nie mieli żadnego czworonożnego towarzysza i - rzecz interesująca - przy wyliczaniu prezydentów akurat ich nazwiska bywają zapomniane.

Większość zwierząt Białego Domu to psy lub konie.
Na 43. prezydentów USA (Barak Obama nie jest wliczony), zaledwie 13. mogło szczycić się towarzystwem kota. W sumie, w siedzibie prezydenckiej mieszkało 19 kotów, jeden ryś, dwa lwiątka i dwa tygrysiątka. Nie zamierzamy tu jednak wyliczać wszystkich felidae prezydenckich, gdyż przedmiotem naszych rozważań są wyłącznie koty o znaczeniu historycznym, a nie rodzinne pieszczochy.
Tabby i Siam
Pierwszym udokumentowanym kotem rezydującym w Białym Domu był Tabby, kot prezydenta Abrahama Lincolna, który nie był wprawdzie kotem o znaczeniu politycznym, niemniej jednak utorował drogę do władzy swoim następcom. 

19. prezydent, R. Hayes (1877-1881) miał trzy koty, ale tylko jeden z nich został sławny: kotka Siam - w 1878 r. została nabyta przez amerykańskiego dyplomatę w Bangkoku i wysłana w prezencie żonie prezydenta. Nieszczęsny kot podróżował przez morza i lądy przez dwa miesiące i dopiero z początkiem 1879 r. dotarł na miejsce przeznaczenia. Jako pierwszy koty syjamski na kontynencie amerykańskim wzbudził niemałą sensację, tym bardziej że prezydent udzielał mu dostępu do wszystkich pomieszczeń i zdarzało się, że kotka pojawiała się nagle na ważnych spotkaniach politycznych. Jej udział we władzy był jednak krótkotrwały, gdyż jesienią zapadła na zdrowiu i mimo podawanych jej przysmaków i opieki osobistego lekarza prezydenta zakończyła życie w październiku 1879 r. Jej ostateczne miejsce spoczynku pozostaje do dziś niezgłębioną tajemnicą: zgodnie z życzeniem prezydenta jej ciało miało zostać przekazane Ministerstwu Rolnictwa i zakonserwowane, jednakże poszukiwania w tej instytucji oraz w Smithsonian Institute nie dały żadnych rezultatów - po Siam ślad przepadł.
Slippers
Za największego kotofila w Białym Domu uznawany jest 26. prezydent, Theodore Roosevelt, założyciel amerykańskich parków narodowych i namiętny myśliwy. Ulubieńcem mediów był kot Slippers, który często uczestniczył w konferencjach prasowych prezydenta, miał zatem dobre kontakty z prasą i z pewnością był zorientowany na bieżąco we wszelkich wydarzeniach politycznych. Ów pręgowany dachowiec wyróżniał się pośród innych kotów również fizycznie: był polidaktylem: miał po sześć palców na każdej łapce. Znany był też z tego, że powodował drobne sensacje podczas uroczystości odbywających się w Białym domu. Raz cała grupa dyplomatów udających się na spotkanie z prezydentem została zmuszona do przemykania się pod ścianą, gdyż na środku korytarza Slippers spał sobie snem sprawiedliwego. Innym razem, podczas uroczystego bankietu, Slippers dokonał efektownego wejścia, skacząc z galerii pierwszego piętra pomiędzy gości.
Tom Quartz i Tiger
Z czasem Slippers uzyskał towarzysza psikusów, młodego Toma Quartza - nazwanego na cześć kota z książki M.Twaina „Pod gołym niebem", o którego wyczynach prezydent na bieżąco informował w listach przebywającego w szkołach syna. Według relacji Roosevelta, TQ miał zwyczaj brutalnego budzenia psa śpiącego przed kominkiem, zmuszania go do zabawy w chowanego, którą kończył szaleńczy galop psa z kotem jadącym na nim „psionno".
Szczególnej sławy zaznał Tiger, jeden z dwóch kotów 29. prezydenta USA. Calvin Coolidge (1923-1929) był tak wielkim miłośnikiem zwierząt, że zamienił Biały Dom w ogród zoologiczny. Wśród zadomowionych tam faworytów była cała gama ptactwa domowego od kanarków po gęś imieniem Enoch, osioł, udomowiony ryś, psy wszelakich ras oraz otrzymane w charakterze podarunków od zagranicznych dygnitarzy lwiątka, niedźwiadek i miniaturowy hipopotam. Tiger był jednak szczególnie wyróżniany i wiadomo, że prezydent miał zwyczaj przechadzania się z kotem udrapowanym niczym kołnierz na szyi. Jako że w owych czasach pozostawiano kotom wolną łapę, zdarzało się, że Tiger wparowywał nagle na posiedzenia rządowe czy uroczystości, po czym równie szybko opuszczał zebranych i udawał się na przechadzkę po Waszyngtonie. Pewnego razu z takiej przechadzki nie wrócił. Zdesperowany nieobecnością ulubieńca prezydent wspomniał o jego braku podczas zwyczajowej pogawędki radiowej, prosząc, aby ewentualny znalazca odesłał kota do domu. W rzeczy samej odnaleziono zbiega w pobliżu Lincoln Memorial i odstawiono do siedziby pezydenta. Po tym wydarzeniu oba koty - rezydenci Białego Domu
- zostały ubrane w kolorowe obroże z wygrawerowanym na metalowej plakietce napisem: „The White House"
- Tiger był zatem pierwszym „pierwszym kotem" wyposażonym w rządowy identyfikator. Niestety nie przeszkodziło mu to zaginąć raz jeszcze i tym razem definitywnie. Od tego czasu datuje się ograniczanie swobody kotów prezydenckich.
Zauważyć można, że z biegiem czasu koty coraz częściej pojawiają się u boku prezydentów - nieomal każdy z ostatnich 10. rezydentów Białego Domu dzielił mieszkanie z jednym lub wieloma kotami: J. Kennedy, G. Ford, J. Carter, R. Reagan (2 koty). B. Clinton oraz G.W. Bush (3 koty). Z pewnością ma to związek ze stale rosnącą popularnością kota jako towarzysza życia człowieka. W pewnej mierze jest to również zjawisko odwrotne niż w wiktoriańskiej Anglii
- teraz to prezydenci starają się naśladować masy - wyborcy mają i cenią koty - władcy mają koty. W dodatku można te koty spożytkować medialnie dla uzyskania większej popularności. Takim właśnie wyjątkowo szeroko zmediatyzowanym kotem był słynny Socks prezydenta Clintona.
Socks
W zasadzie był kotem prezydenckiej córki. Jednak funkcjonował w przestrzeni publicznej jako Pierwszy Kot. Historia Socks to bajka o kocim Kopciuszku: z rynsztoku w Arkansas do Białego Domu. Tu czarno-biały kot wylegiwał się na historycznych meblach (niektórzy zarzucali mu ich drapanie), odbywał własne konferencje prasowe (Clinton zabronił w końcu fotografom podawania kotu przysmaków), miał własną stronę internetową, otrzymywał tony korespondencji, oferty matrymonialne, figurował często na pierwszych stronach najważniejszych dzienników i kartach świątecznych Białego Domu, zainspirował szereg książek, podróżował w transporterze z pieczęcią prezydencką. Niestety nic nie jest doskonałe. Ze względów bezpieczeństwa jego spacery ograniczały się paradowania po ogrodzie na długiej smyczy w towarzystwie body guards, a w domowych pieleszach prowadził nieustanną wojnę z faworytem prezydenta - labradorem Buddy. Oburzenie też było powszechne, gdy po ukończeniu kadencji Clintonowie rozstali się z Socks, który zamieszkał z byłą sekretarką prezydenta, wielką wielbicielką podopiecznego czworonoga. Wyrzucano mu, że wykorzystał kota do celów reklamy własnej osoby (co zapewne w dużej mierze było prawdą i Socks spełnił swoje zadanie z właściwą kotom perfekcją). Wspomnieć przeto należy, że B. Clinton ma alergię na koty, nad czym heroicznie przechodził do porządku dziennego, pozując do zdjęć z Socks na ramieniu i dzieląc z nim prezydenckie pokoje przez 8 lat.
Niestety dni Socks są policzone: w grudniu 2008 r. u wiekowego eks-prezydenckiego kota, cierpiącego już na niewydolność nerek, zdiagnozowano raka. Powiadomieni o tym państwo Clintonowie obiecali odwiedzić byłego faworyta przed śmiercią.
Cheddar, Dorofei i Rudolf
Wspomnieć należy też o jeszcze jednym kocie u władzy za Oceanem: jest to Cheddar, kot obecnego premiera Kanady Stephena Harpera, który aktywnie włączył się w program szukania domów zastępczych dla bezdomnych kotów.
Nie wypada też pominąć najbliższych sąsiadów. Oto po labradorze Putina na Kreml sprowadził się wraz z Miedwiediewem kot Dorofei, który już został przedstawiony międzynarodowym mediom. Niektórzy dziennikarze wyrażali wątpliwość, czy ów nowy kremlowski rezydent da sobie radę z byłym pierwszym lokatorem, nadal przecież obecnym,

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl