Tekst Alicja Szubert-Olszewska
KOCIE SPRAWY - Nr 88 LUTY 2010
Obraz „Młodzieniec z pułapką na myszy" powstał w 1676, w rok po śmierci znakomitego malarza holenderskiego Gerrita Dou, ale o dziwo, uderzająco przypomina twórczość tego właśnie artysty. Można odnieść wrażenie, że jest kolejnym dziełem Gerrita Dou z cyklu wyobrażającego zajęcia i profesje mieszkańców siedemnastowiecznej Holandii.
Obrazy Gerrita Dou były rozchwytywane, zwłaszcza po śmierci artysty ogromnie wzrosło zainteresowanie jego malarstwem na europejskim rynku sztuki. W takiej właśnie atmosferze, w czasie wielkiej koniunktury na dzieła tego holenderskiego mistrza został namalowany obraz „Młodzieniec z pułapką na myszy", przypisywany Adrianowi van der Werff. Van der Werff, skądinąd świetny malarz, postanowił wykorzystać tę koniunkturę i namalował płótno w stylistyce Dou.
W dawnej, średniowiecznej, renesansowej i jeszcze w siedemnastowiecznej Europie pojęcie plagiatu czy ochrony własności intelektualnej było nieostre, artystom obce. Wielkie przedsięwzięcia malarskie Rubensa nie byłyby wykonalne bez wielu współpracowników, często o mistrzowskich kwalifikacjach. Zwierzęta na płótnach Rubensa malował Jan Fyt, pejzaże i kwiaty Jan Breugel Starszy. Autorstwo obrazów rozumiano niekoniecznie jako własnoręczność wykonania. Wielkimi „spółdzielniami malarskimi" były też włoskie pracownie Rafaela w Rzymie i Tycjana w Wenecji. W przypadku „Młodzieńca z pułapką na myszy" autorem w sensie manualnym jest Adrian van der Werff, autorstwo konceptualne należy jednak do Gerrita Dou. Twórczość Gerrita Dou przewyższała oryginalnością i znaczeniem malarskie dokonania Adriana van der Werffa. Dou był wybitnym portrecistą, a właściwie twórcą wizerunków symboliczno-alegorycznych. Jego sztuka powstała na zamówienie wzbogaconego holenderskiego mieszczaństwa, któremu odpowiadała nobilitacja „nie wprost" - zadowolenie ze zdobytej pozycji lepiej się prezentowało ukazane metaforycznie, w postaci szlachetnych alegorii, ze starannie dobranymi akcesoriami. Dou jako piętnastoletni chłopiec został uczniem Rembrandta, namalował dwa przepiękne portrety jego matki, ale nie poszedł drogą swego mistrza, wybrał sztukę nie tak dramatyczną, ale taką, jaka odpowiadała oczekiwaniom zaradnych i pracowitych mieszczan. Adrian van der Werff był malarzem mniej znanym, ale i jego prace trafiły do słynnych muzeów europejskich, dysponował bardzo dobrym warsztatem i świetną techniką malarską.
„Młodzieniec z pułapką na myszy" jest wyjątkowo pięknym obrazem, który być może wcale by nie powstał, gdyby jego twórca miał większe skrupuły i dzisiejsze podejście do prawa autorskiego, obecnie broni ono nawet najskromniejszej własności intelektualnej. Trudno jednak nie zauważyć, że „Młodzieniec z pułapką na myszy" stanowi kontynuację cyklu kilkudziesięciu obrazów, tworzących poczet różnych zawodów złożony z wizerunków astronoma, medyka, filozofa, dentysty, nauczyciela, trębacza, skrzypka, malarza, szewca, handlarzy śledziami, niańki, koronczarki i wielu innych, jaki wyszedł z pracowni Gerrita Dou z Lejdy. Wszystkie te obrazy, włącznie z „Młodzieńcem z pułapką na myszy", łączy szczególny typ kompozycji: postacie wykonujące różne zawody umieszczone są w niszy, wnęce okiennej, która obramia w podobny, powtarzalny sposób przedstawiane osoby (artyści wychylają się z nisz nieco ozdobniejszych). „Młodzieniec z pułapką na myszy" również wychyla się ku widzowi z takiej samej niszy, choć nieozdobnej, ponieważ reprezentuje profesję nisko usytuowaną w hierarchii społecznej, przyziemną - jest wytwórcą pułapek na myszy oferującym swój towar. Pułapka, którą demonstruje, jest dość skomplikowana, obliczona na hurtową eliminację myszy, młodzieniec wskazuje palcem, że jedna nieszczęśniczka już się złapała. Pułapkowy interes musi przynosić zyski, ponieważ konstruktor urządzenia ma wytworny ubiór i uśmiecha się. Choć uśmiech to nieco szelmowski. Towarzyszy mu inny młodzieniec - tradycjonalista z kotem syjamskim w ramionach. Ów kot bystre spojrzenie kieruje na pułapkę i raczej sceptycznie ocenia możliwości tego urządzenia - świat zwierząt zawsze pomaga artystom w odzwierciedlaniu świata ludzi.
Gerrit Dou również malował koty. W „Rodzinie stolarza" pręgowany buras obok pełnej miski grzeje się przy kominku. Najbardziej jednak mistrz z Lejdy uhonorował kota, wprowadzając go do pocztu ważnych i pożytecznych zawodów. Na obrazie z tego cyklu, w niszy identycznej jak te, z których wyglądali wykwalifikowani pracownicy malowani przez Dou, siedzi kot, samodzielnie zajmuje miejsce w centrum, ani na chwilę nie przestając lustrować otoczenia, gdzie być może w ciemności kręci się jakiś gryzoń. W ten sposób, po malarsku, Dou zakwalifikował kota do świata pracy. Słusznie, ponieważ od tysiącleci te stworzenia pracowały na rzecz człowieka. Pracują także dziś, zwłaszcza te wolno żyjące, dachowe i piwniczne. Ich działalność należy doceniać, ponieważ są bezpłatnymi deratyzatorami. Swoją funkcję wykonują tak dyskretnie, że większość mieszkańców wielkich miast nawet nie zdaje sobie sprawy z tego rodzaju kociej aktywności. A gryzonie są wśród nas, nawet w tzw. dobrych dzielnicach - niedawno widziałam dorodny egzemplarz na warszawskiej Saskiej Kępie. Zajęły się nim skutecznie piwniczne koty - zwierzaki pracujące.
Powrót do: Czytelnia
Kot kustosza
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Tekst artykułów
Alicja Szubert-Olszewska