Kocia SuperNiania

Tekst Elżbieta Żachowska

 Zawsze, od kiedy pamiętam, kochałam koty. W ich obecności jestem w dobrym nastroju, czuję się bezpieczna, odprężona i wypoczęta. Lubię to ciepło i bliskość. Ale żeby zostać Kocią SuperNianią? O tym nigdy mi się nawet nie marzyło.


Ludzie, którzy nie znają kociej psychiki, wyrażają o nich różne przedziwne, często krzywdzące opinie. A to, że kot ma trudny charakter i nie jest tak układny jak pies. No, to akurat jest prawda, każdy kot swój charakter ma. Niektóre osobniki to nawet mają charakterek. Ale czy to źle? Wszak cenimy indywidualności. Już nie pamiętam, jak to się stało, w jakich to okolicznościach poznałam pracowników redakcji KOCIE SPRAWY. Podobno już tak w życiu jest, że swój ciągnie do swojego. Prawdziwi kociarze wyczują się na kilometr. Od pierwszego numeru znam miesięcznik KOCIE SPRAWY. I tym bardziej zaczęłam się nim interesować, gdy na terenie redakcji pojawiły się koty i zamieszkały na stałe. W wyniku różnych przypadków losowych zakociło się w redakcji na dobre. Pierwszy zamieszkał tam Felek. Teraz jest czwórka. W czasie, gdy pracownicy redakcji wyjeżdżali na urlopy, do kotków przychodziła dobra ciocia. Posprzątała kuwety, napełniła miseczki i też wygłaskała, wypieściła, ile trzeba. Homer, Zuzia, Feluś no i Mańcia żyły sobie beztrosko.
Ale wiadomo, w życiu kota, tak samo jak i w życiu człowieka, zdarzają się różne nieprzewidziane chwile - nie zawsze wesołe. I tak w tym przypadku stało się, że ciocia poważnie zachorowała i już nigdy nie mogła powrócić do redakcji i do kotków. Bardzo przejęłam się losem kotów i pomyślałam, co z nimi będzie podczas wyjazdów urlopowych. Napisałam do redakcji z propozycją, że to ja mogę na lato pojechać do kotków i być ciocią zastępczą.
Myślałam, że nie zgodzą się, bo jakby tu powiedzieć: mieszkam na drugim końcu Polski i w dodatku chodzę o kulach. Ale w redakcji nikogo to nie zraziło i zapanowała po obu stronach wielka radość. Nie mogliśmy doczekać się lata. Tymczasem pracownicy KOCICH SPRAW przyjęli mnie z otwartymi sercami. A ja byłam pełna obaw, jak się sprawdzę i też jak zostanę przyjęta przez ludzi i czy zaakceptuje mnie kocie towarzystwo. Przyznaję, gdy czytałam artykuły pisane przez Zuzię, nigdy nie mogłam doliczyć się, ile tych kotów naprawdę jest i martwiłam się, jak zapamiętam ich imiona. Bałam się, że koty będą przede mną uciekać i chować się po kątach. Nie sprawdziło się ani jedno, ani drugie. Bo koty nawet nie myślały, żeby chować się przede mną, tylko szybciutko przybiegły i obserwowały mnie z ciekawością. A potem przez cały pobyt pilnie szukały okazji, aby tylko przytulić się do mnie. Nadstawiały na wyścigi swoje łebki do głaskania. A nawet biły się między sobą i fukały, żeby być na pierwszym miejscu. Każdego dnia rano urządzałam kociakom wielkie czesanie. I nie uwierzycie, nie miały nic przeciwko temu i ustawiały się w kolejce. W jednym z pokoi redakcyjnych rozłożyłam na stałe kanapę i na dzień nakrywałam ją kocem. Była to dla kotów rewelacja, bo czegoś takiego jeszcze nie było. Kołdra, koce, poduchy, poduszeczki, och jaka super zabawa. I koc był zaraz wywrócony do góry nogami, a tapczan oblegany calutki dzień. Kto pierwszy, ten lepszy. Rozciągały się na całą długość, wyciągając wszystkie cztery łapy (prócz Felutka - on wyciągał swoje trzy łapki). I całe dnie pochrapywały kudłate leniuchy. Jednak na noc, do samego rana zostawały ze mną tylko Mania i Zuzia.. .
Co do imion, to bardzo szybko zaczęłam koty odróżniać. Bo każdy z nich miał swój charakterek. Bardzo długo brakowało mi tych charakterków, tych wszystkich łapek, ciepła, mruczenia i przytulanek. Na początku wydawało mi się, że najbardziej cicha i pokorna jest Mania. Ale okazało się, że jestem w błędzie, kiedy do naszej kociej czwórki dołączyły dwa koty redaktor naczelnej - Imbir i Cynamon. Mańcia bardzo szybko mianowała siebie wodzem i wprowadziła kategoryczne rządy. Dochodziło do bójek i kłótni. Te dwa rude koty naprawdę Mańki się bały. Tej najmniejszej i cichutkiej. Imbir i Cynamon też musiały się przyzwyczaić do nowego miejsca. Wprawdzie bywały tu przelotnie, ale to co innego - życie w redakcji na dłużej. Przez pierwsze dni wychodziły ze swoich kryjówek dopiero w nocy i obchodziły redakcyjne zakamarki. Może bały się Mani i korzystały z okazji, kiedy przywódczyni spała ze mną na kanapie. Chociaż Imbir i Cynamon są ogromnymi, wypasionymi kotami, to mała, zwinna Mania ustawiała je po kątach, a nawet dwa razy poszła do ich kryjówki i ostentacyjnie nasiusiała im do kuwety.
W rządzeniu burasie Mani pomagała trzykolorowa Zuzia, chociaż i one od czasu do czasu biły się między sobą. Może w ten sposób walczyły o względy Cynamona - dużego rudego kocurka - wyjątkowej urody. Mania, moja ulubienica, zwinna jak sarenka o ogromnych, wiecznie zdziwionych oczach. Najbardziej układny, ale i bojaźliwy jest kotek - Feluś. Cały czarny i bez jednej nóżki. Wszystkich i wszystkiego się bał. Nawet gdy przychodził do czesania, to najpierw musiał zapytać o zgodę i Zuzię, i Manię. Ale Felutek jest bardzo zwinny, pomimo braku jednej nóżki, zawsze lekko i sprawnie wskakiwał na meble i parapety. Jak się dowiedziałam, teraz Feluś i tak jest bardzo ufny i towarzyski. Dużo gada i wyśpiewuje-wygwizduje jakieś swoje opowieści. Po tragicznych, przed redakcyjnych przejściach, potrzebował dużo czasu, aby znów zaufać ludziom. Homer szaro-biały, mniej bojaźliwy i też bardzo sprytny, zwinny, ale za to niewidomy trochę zostawał z tyłu. Nowych kotów bardzo się bał, ale po tygodniu zaczepiał Cynamona i przeganiał go z mojego pokoju. Chociaż parapet przy otwartym oknie, z siatką, był szeroki i długi, to Homer z Cynamonem nie mieścili się tam razem. A na parapecie jest miejsce nawet dla 10. kotów, ale Cynamon i Homer walczyły ze sobą o miejsce. Homerek zawsze wygrywał. Z czasem Cynamon się odważył i chodził wszędzie. Chodził też za mną, nie zważał na pogróżki Mani i Homera. Tylko Imbirek - brat Cynamona, chociaż też ogromny, jednak do końca pobytu w redakcji nie opuścił swojej kryjówki w ciągu dnia. Nocami skradał się do kuwety i do miseczek. Czyli wielkość nie świadczy o odwadze - mamy ją w środku, tak jak słaby i niewidomy Homer.
Byłam z nimi cały miesiąc - to niby długo, ale teraz wydaje mi się, że to wszystko trwało chwilkę. Bardzo mi tych wszystkich kotów brakuje. I już teraz zaczynam liczyć dni do kolejnego lipca - za rok.

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl