Tekst Anna Kopeć-Twardowska
Są ludzie, którzy bardzo lubią dzieci... ale najbardziej wtedy, gdy śpią.
Może podobnie jest z niektórymi wielbicielami zwierząt?
Pewna Amatorka moich „pastelowych kotów", kiedy odwiedziła mnie w pracowni, wpadła w zachwyt. Tak bardzo oczarowały ją moje... prawdziwe kocięta.
Właśnie po jakiejś szalonej zabawie grzecznie odpoczywały przy swojej mamie.
Rzeczywiście, sprawiały wrażenie dobrze ułożonych, uroczych niewiniątek.
Zapragnęła więc nabyć i obraz, i kotka!
Była to dla mnie fantastyczna wiadomość, gdyż właśnie poszukiwałam domu dla ośmiotygodniowych czarciątek - potomków mojej kotki Matyldy.
Muszę nadmienić, że wszystkie były wyjątkowo ambitne ruchowo i czarne jak Noc Egipska. Dlatego zastosowany epitet doskonale przystawał do ich nieposkromionych charakterków...
A i sceneria, w jakiej przyszło im stawiać pierwsze kroki, stwarzała niebanalne możliwości. Pęki pędzli, pędzelków i kredek - rulony kartonów i sterty szeleszczącego papieru - samoistnie podpowiadały coraz to nowe pomysły do zabawy!
Niejednokrotnie ratowałam swoje obrazy przed nadgorliwym kocim współautorstwem...
Słowem, przeżywszy już swoje, ja także dojrzałam do szczęśliwego rozstania.
Jednakże lojalnie uświadomiłam huraoptymistycznej Amatorce, że młode wymagają tolerancji i cierpliwości, że mają swoje prawa, że kot to nie pies... ale ta była zauroczona maleństwami i szczerze deklarowała gotowość do poświęceń.
Tak więc pierwszy kotek został wydany.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 88 luty 2010



