Koty z warszawskiego ZOO - Irbisy - całkiem małe większe koty

Tekst Barbara Sieradzan

 Niezwykłym wydarzeniem w warszawskim ZOO stały się narodziny irbisów. Maluchy urodziny będą obchodzić 7 maja. Mama ma na imię Nadaam, przyjechała z Anglii i liczy sobie 10 lat. Ojciec kociąt, Krakus - imię wskazuje miasto pochodzenia - jest młodszy o 4 lata.

To już ich drugi miot, poprzednie potomstwo, też parka, przyszło na świat dwa lata temu i po osiągnięciu wymaganego wieku pojechało - jedno do Portugalii, drugie do Austrii.
Taki już los zwierząt narodzonych w ogrodach zoologicznych. Trzeba zaznaczyć, że rozłąka następuje w czasie, kiedy zwierzę na wolności zmuszone byłoby uczyć się samodzielnego życia. Zwłaszcza dzikie koty nie pozostają w trwałych związkach rodzinnych; irbisy z natury są samotnikami.
O ich miejscu przeznaczenia zadecyduje za pół roku koordynator hodowli tego gatunku w Europie. Jako zwierzęta bardzo zagrożone wyginięciem, objęte są programem zmierzającym do stworzenia silnej genetycznie populacji. Być może w przyszłości potomkowie tych dwóch maleństw wrócą w pozbawione irbisów góry środkowej Azji, aby ponownie stanowić część natury. Zanim więc potępimy trzymanie w ZOO stworzeń pięknych i dumnych, pomyślmy o tym, że być może, gdyby nie te placówki, to w ogóle by ich już nie było.
Narodzone kilka dni temu maleństwa przez pierwsze dwa
dni ssały mamę i były prawdziwie szczęśliwymi kociakami. Trzeciego dnia u Nadaam zauważono niepokojące objawy i za pomocą specjalnej klatki z ruchomą jedną ścianą poddano samicę badaniom. Ich skutkiem było cesarskie cięcie, w wyniku którego wyjęto z jej brzucha jeszcze dwa, niestety już martwe kocięta. Szczęśliwie stało się to w porę; w takiej sytuacji w naturze zginęłaby, oba żyjące kociaki także. Przeprowadzona operacja nie wyklucza jej kolejnego macierzyństwa. A maluchy musiały przejść na butelkę. Ale nie takie wyzwania przyjmowali już profesjonaliści w ZOO!
Karmienie odbywało się w rękawiczkach, by małe nie „pachniały człowiekiem", przez cały czas matka widziała je i słyszała przez siatkę. Co jakiś czas otwierano przejście do ich boksu; wówczas miała szansę się nimi zająć. Ale nie zrobiła tego. Może powodem było jej jeszcze złe samopoczucie po operacji, może zanikający pokarm. Takie próby podejmowano przez trzy dni, ale młode bez opieki matki zaczęły się wyziębiać i należało podjąć decyzję o sztucznym odchowie, w bezpiecznym, dogrzewanym lampą pomieszczeniu. Maria Krakowiak, Kierownik Sekcji Zwierząt Drapieżnych, istna skarbnica wiedzy o dużych kotach, przypomniała mi historię małej tygrysiczki Zoi, której do towarzystwa dano młodą suczkę - owczarka niemieckiego. Wiele młodych zwierząt, wychowywanych bez rówieśników, ma później kłopoty z socjalizacją. Tygrysica i suczka zaprzyjaźniły się i spędziły razem kilka miesięcy. Można powiedzieć, że było to porozumienie ponad podziałami... gatunkowymi.
Małe irbiski są razem, więc z socjalizacją nie będzie problemu. Przebywają obecnie pod troskliwą opieką pani Marii i jej pracowników. Karmione są mlekiem przeznaczonym dla szczeniąt i bardzo dobrze je tolerują. Mleko suki jest bardziej zbliżone składem do mleka dużych kotów niż kocie mleko - jeśli jest możliwość, korzysta się z pomocy suki-mamki. Rosną jak na drożdżach; urodziły się z wagą 600 g każdy, a mając 11 dni ważą już prawie kilogram (przypominam: przeciętny dorosły kot domowy waży 4-5 kg). Nic w tym dziwnego, kiedy się jest panterą i ma się tak królewską opiekę. Śniadanko przynoszone jest do posłania już o 7.00 rano i tak co parę godzin, 6 razy dziennie. Kolacja jest o 22.00, na którą specjalnie przychodzi Maciej Michałowski, najbliżej mieszkający pracownik, opiekun zwierząt drapieżnych. A w nocy się śpi. Kilkunastodniowy kociak, nawet lampart, wymaga stałej opieki i czujności. Pozwolono mi zobaczyć maluchy pod warunkiem zachowania pewnych zasad. Po pierwsze, wchodząc do pomieszczenia moje buty przeszły dezynfekcję na macie nasączonej odpowiednimi środkami, następnie ręce zajęłam aparatem fotograficznym, by powściągnąć silną potrzebę dotknięcia kociaków. Nie są jeszcze szczepione i ostrożność jest niezbędna. Kilka dni temu otworzyły oczy, przez jakiś czas będzie w nich niemowlęca niebieskość. A mimo to, mimo tej nieporadności i kruchości, patrząc w ich mordki zobaczyłam przyszłą panterę śnieżną. Ich pyszczki nie przypominają mordek kociąt domowych. Popiskiwały donośnie i przyszła mi na myśl ich dzikość.
Zapytałam o to ich opiekunkę, Beatę Jankowską, która po kolei masowała im brzuszki przed podaniem butelki (czynności te w naturze wykonywałaby ich irbisowi mama). Z tą dzikością to tak różnie bywa. Niby jest... Po karmieniu kociąt poszłyśmy odwiedzić parę rodzicielską. Na czas rekonwalescencji samicy jest ona rozdzielona z samcem, ale zajmują sąsiadujące wybiegi. Pora karmienia. Pani Beata przed podaniem mięsa, przez siatkę, podrapała samicę po szyi. Nadaam warknęła niechętnie. - „To dlatego, że podawałam jej antybiotyk do pyska, nie smakował i jest na mnie trochę obrażona". Ot, dzikość. Każdemu innemu z pewnością odgryzłaby palec. Na taką bliskość i zaufanie pracuje się całe lata. Znów porozumienie ponad podziałami. Irbisy, czyli pantery śnieżne, są stosunkowo mało znanym i poznanym gatunkiem dzikich kotów. Zamieszkują środkową część Azji, głównie Chiny, Tybet, Himalaje, Ałtaj. Jak większość kotów, wiodą raczej samotniczy tryb życia,
wiążąc się w pary w okresie rui, czasem pozostają w parach. Ponieważ przyszło im żyć w dość chłodnym klimacie, natura hojnie wyposażyła je w futro, grube, gęste, o jasnej barwie, kremowej lub szarej, z czarnymi lub brązowymi cętkami, pozwalającymi dobrze się maskować w terenie. Wyjątkowo długi, gruby ogon (równie długi jak u geparda, dochodzący do 1. m) umożliwia dużą skoczność (do 15. m), służąc jako balans. W zasadzie nie zalicza się ich do wielkich kotów (waga 35-70. kg, wzrost do 65. cm, długość ciała do 130. cm), raczej do średnich jak pumy. I podobnie jak pumy nie ryczą, choć najbliższym ich kuzynem jest tygrys. Dobrze czują się w górach; poszczególne osobniki biorą w posiadanie duże tereny, które nieustannie przemierzają. Polują w ciągu dnia i o zmierzchu; są czujne i ostrożne. W niewoli żyją długo; rekordzistkę w długowieczności odnotowano w 1995 r. w USA - samica żyła 21 lat i 2 miesiące. Najdłużej żyjący samiec osiągnął wiek 20. lat i 7. miesięcy. Na wolności irbisy dożywają średnio połowy tego wieku. Nie wiadomo jeszcze, jaki los jest pisany dwóm małym panterkom śnieżnym. Teraz, gdy to piszę, nie mają jeszcze nawet imion, wiadomo jedynie, że w tym roku kalendarzowym imiona zaczynać się muszą na literę C. Przed nimi długie dzieciństwo - duże koty dorastają później - pełną dojrzałość osiągają w wieku dopiero 2,5. - 3. lat. Może będzie to długie życie, a na pewno bezpieczne. Może nie tak prawdziwe i pełne jak na wolności, ale one tego, szczęśliwie, nie wiedzą.

 

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl