ZWIERZAKI ZACZAROWANEGO OGRODU Opowieści o kocurach - Tatuś

Tekst Maria Kaniewska
cz.1
Enigmatyczny kocur w eleganckich białych rękawiczkach
i podkolanówkach, z nieco prowokującą plamką na nosie bardzo rzadko dawał o sobie znać i to bynajmniej nie z własnej inicjatywy. Po raz pierwszy został sromotnie odpędzony od rodzonych dzieci, kiedy całkiem niewinnie chciał sobie na nie troszeczkę popatrzeć.
Niefortunny tatuś dobrze zapamiętał tę nauczkę. Wprawdzie za kilka tygodni ponowił próbę, ale tym razem mama kociaków goniła go z taką zaciekłością, że jej drobne nóżki w czarnych podkolanówkach tylko fruwały w powietrzu. Tatuś obraził się i na cały rok wycofał z rywalizacji. W ogrodowym „haremie" słychać teraz było tylko wojujące ze sobą dwa kocury: Koperka i Czarnego Bandytę. A były to walki na śmierć i życie. Koperek zresztą sam był sobie winien, bowiem rok wcześniej bezlitośnie napastował młodego i całkiem jeszcze niedużego czarnego kocurka, aż się w końcu doigrał, kiedy ten przerósł go wzrostem i siłą, mszcząc się przy każdej nadarzającej się okazji za doznane przedtem zniewagi. Nie były to już śpiewy z pogróżkami i zjeżone futra, ale toczące się po ziemi kłębowisko, które można było rozbroić tylko z małej odległości, na przykład polewając walczących rycerzy wodą. Najczęściej jednak odgłosy walki dochodziły z daleka, z różnych stron ogrodu, i kiedy czasami Koperek przychodził się posilić, widzieliśmy, ile go te walki kosztowały: poszarpane uszy, skóra na głowie i grzbiecie w strupach, czasem krwawiące rany, które pozwalał sobie opatrywać. Czarny Bandyta był coraz większy i coraz bardziej dziki i chociaż też nie gardził naszą stołówką, nie było mowy, żeby go choć trochę oswoić.
Wiosną następnego roku Koperek, o dziwo, pojawił się w ogromnym, imponującym futrze, blizny stały się niewidoczne i wszystko wskazywało na to, że oto stoi przed nami prawdziwy samiec alfa. Ale nieoczekiwanie układ sił zmienił się: Koperek zniknął, a Czarny Bandyta najwyraźniej objął panowanie nad wszystkimi Zaczarowanymi Ogrodami w okolicy. Gdzieś tam po drodze jego szlaki skrzyżowały się tym razem z Tatusiowymi ścieżkami, no i znowu się zaczęło! Walki nie były wcale mniej zaciekłe, mimo iż Tatuś sprawiał wrażenie, że jest kotkiem łagodnym i nieśmiałym.
W tym układzie „jeden do jednego" nagle pojawił się jeszcze jeden rywal, rozpieszczony i subtelny Królewicz Rusłan, wprawdzie kastrowany, ale wyraźnie w tym towarzystwie niepożądany. Pewnego razu usłyszeliśmy przeraźliwy wrzask. Nie był to bynajmniej okrzyk bólu, ale śmiertelnego strachu.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 88 luty 2010

cz.2
Szarusia i Rusłan, jak przystało na dzieci w wieku szkolnym, wróciły już do Warszawy. Ale Zaczarowany Ogród wciąż tętni życiem - w kociej i jeżowej stołówce tłok, gile łuskają nasiona klonu, krety usypują wszędzie kopce. Czwórka tubylców znowu może czuć się gospodarzami.
W chłodniejsze dni Paćka, Mama, Melisa i Miluś najchętniej spały „na zakładkę" i okazywały sobie dużo czułości. Każde z nich kładło się spać solidnie umyte - co cztery szorstkie języczki, to nie jeden. Tylko Rusłan uważał się widocznie za bardziej ucywilizowanego: jak się myć, to w umywalce... W cieplejsze dni całe towarzystwo odbywało ciągle jeszcze sjesty w ogrodzie. Największym powodzeniem cieszyła się sterta zgrabionych, suchych już liści, gdzie cała buro-popielato-czarno-biała gromadka układała się do snu w najrozmaitszych pozach i konfiguracjach. Miluś, który na swoje imię zasłużył sobie wyjątkowo życzliwym stosunkiem do całego świata, był wyraźnym faworytem wszystkich kocic. Nie było jednak wśród nich żadnej rywalizacji o jego względy ani zazdrości, po prostu każda czuła się w obowiązku pieścić i myć swego pupila bez końca.
Tatuś pojawiał się tylko na krótko, żeby się posilić. Pozwalał się głaskać, a nawet stawał czasami na dwóch łapkach, żeby ułatwić nam dostęp do swojego pokiereszowanego grzbietu i łebka. Czarny Bandyta nie dawał mu spokoju, ale mimo wszystko siły były chyba wyrównane, bo walki odbywały się codziennie z jednakową zawziętością i z jednakowym skutkiem. Może tylko uszy Czarnego Bandyty stawały się coraz bardziej zdeformowane, niemniej jego rozmiary i groźny wzrok zawsze nasuwały obawy, czy aby szala zwycięstwa nie przechyli się któregoś dnia na jego stronę. Obydwa kocury pojawiały się nie wiadomo skąd i oddalały się w nieznanym kierunku.
I oto pewnego dnia Tatuś przyszedł wieczorem, skacząc na trzech łapkach. Nie widać było jednak żadnej ranki ani obrzęku. Zjadł spokojnie kolację i zanim zdążyliśmy mu się przyjrzeć, odszedł niezauważony. Po prostu zniknął, a my musieliśmy wrócić do Warszawy, mając nadzieję, że następnym razem zastaniemy go w dobrym zdrowiu.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 89 marzec 2010

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl