Florenckie dolce vita

Tekst Rafał Powązka

 O gustach się nie dyskutuje. Niektórzy za najpiękniejsze miasto uznają multikulturowy Londyn, inni romantyczny Paryż lub pełną kontrastów Moskwę. Jednak jest tylko jedno miasto mogące szczycić się tytułem perły renesansu - Florencja, stolica Toskanii.



Choćbym nie wiem jak bardzo się starał, nie uda mi się opisać uroku tego miasta, zachwytu, który wzbudza wspaniałą architekturą, i podziwu dla geniuszu artystów, którzy w nim tworzyli. Samo jego położenie, w kotlinie, pośród zielonych wzgórz, sprawia, że nie mamy wątpliwości, dlaczego to właśnie tu miało początek Odrodzenie. Wspaniałe, reprezentacyjne siedziby rodów - palazza, z zewnątrz sprawiające wrażenie niedostępnych i surowych, kryją bogate, przestronne wnętrza. Sprawiająca nieziemskie wrażenie katedra, dźwigająca inżynierski geniusz - podwójną kopułę, Ponte Vecchio - Most Złotników ze sklepikami jubilerów, jedyny niezburzony w czasie wojny. Przytłaczająca bogactwem zbiorów Galeria Uffizi, wdzięczący się Dawid, Rajskie Wrota do baptysterium, uff... długo by wymieniać.
Nie tylko cuda sztuki stanowią o wyjątkowości Florencji. Chociaż turystów jest mnóstwo, zawsze znaleźć można spokojniejsze uliczki z rodzinnymi lodziarniami, budkami z panini, praniem powiewającym ponad głowami, na sznurku rozwieszonym pomiędzy oknami z charakterystycznymi okiennicami. Na ulicach i placach, pod renesansowymi arkadami, często swoje umiejętności demonstrują muzycy różnych narodowości. Od występujących solo młodych gitarzystów, poprzez grających jazzowe standardy starszych panów, kończąc na całych orkiestrach maszerujących głównymi arteriami. Taka właśnie jest Florencja.

Czegoś mi w niej jednak brakowało - sylwetki przemykającego gdzieś kota. Miasto artystów, i ani jednego mruczka. Może to wina dużego, jak na historyczne centrum, ruchu samochodowego i tłumów turystów? Może miasto ma zbyt mało „dzikiej" zieleni w centrum, a zabytkowe kamienice nie mają dogodnych do zamieszkania piwnic? Wpadłem niemalże w euforię, kiedy któregoś dnia zobaczyłem pierwszego kota, siedzącego sobie jak gdyby nigdy nic i wyglądającego przez okno. Kolejnego spotkałem na ulicy, na obrzeżach centrum, lecz pomimo usilnych prób nie udało mi się nawiązać z nim bliższego kontaktu.

Micio-micio
Włoskie koty nie rozumieją po polsku, a na uniwersalne, jak wtedy myślałem, „kici-kici" spotkany kot odwrócił się ze strachem w oczach i szybko czmychnął pod samochód. Dopiero później znajoma Włoszka wyjaśniła mi, że na kota woła się „micio-micio" (dosłownie „kiciuś-kiciuś"), natomiast miauczenie kotów brzmi raczej jak „miao", ale, co ciekawe, tak jest we Florencji, a moja znajoma nie była pewna, jak jest w innych rejonach Włoch.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 107 wrzesień 2011

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl