Tekst i zdjęcie Anna Salwa-KazimierskaŚwiętymi zwierzętami Celtów były przede wszystkim pies, dzik i jeleń, ale koty również przewijają się w mitologii, głównie jako strażnicy bram do podziemnego świata i powiernicy mądrości bogini Eire. A kamienne święte kręgi mogły być dobrym miejscem do wygrzewania się i stanowić również świetny punkt obserwacyjny.
Irlandia już od czasów antycznych nazywana jest Zieloną Wyspą. Widziana z samolotu mieni się przysłowiowymi
czterdziestoma odcieniami zieleni i nawet Morze Irlandzkie jest zielone. Chociaż sam Dublin zbyt zielony nie jest.
Ożywiony od rana, zawdzięcza swoje barwy głównie kolorowym pomysłowym wystawom, ulicznym artystom
i oryginalnie, z fantazją poubieranym ludziom. Ale kiedy o 17. kończy się dzień roboczy i ulice pustoszeją, staje się zaskakująco smutny i trochę straszny. W atmosferze zapadającego wieczoru łatwo przypomnieć sobie mroczną historię tego miasta, doświadczonego plagą zarazy, głodu, nędzy oraz długiej okupacji.
Celtyckie klimaty
Magiczna, celtycka Irlandia zaczyna się zdecydowanie za rogatkami stolicy. Tu na każdym kroku czekają nas
niespodzianki, w postaci a to romantycznych ruin kościoła, a to wieży obserwacyjnej z XI wieku, stojącej sobie wotoczeniu zupełnie współczesnych bungalowów, a to opuszczonego cmentarza z nagrobkami pokrytymi
tajemniczymi celtyckimi wzorami, już to zameczku otoczonego rozległymi zielonymi terenami, który ni stąd, ni zowąd ukazuje się w końcu uliczki niewielkiego, na wskroś zdawałoby się nowoczesnego miasteczka.
Irlandzki kamień trzyma się zadziwiająco dobrze i zabytków kultury materialnej w postaci tajemniczych kamiennych budowli można tu spotkać naprawdę wiele. Powiedziałabym, że na miejscowych życie w pobliżu kilkusetletnich ruin wydaje się nie robić większego wrażenia. Oczywiście, miejsca takie jak wzgórze Tary, czyli mityczna stolica przedchrześcijańskiej Irlandii, opactwo w Glendalough, albo jeden z największych irlandzkich zamków Trim Castle, są mekką turystów, ale inne, mniej znane ruiny i budowle, po prostu świetnie wpisują się w lokalny krajobraz.
Wrażenie magii i mistyki potęguje sama przyroda. Niezwykłe morskie krajobrazy ze stromymi klifami i zamglonym horyzontem, wprawiają w nastrój zadumy. Z kolei wejście choćby do banalnego las-parku, w pobliżu miasteczka Malahide, gdzie mieszkaliśmy, każe się spodziewać spotkania z elfem, sidhe lub jeszcze innym celtyckim duszkiem. Gęsto rosnące, oplecione bluszczem drzewa i omszałe głazy u ich stóp oraz światło przesączające się przez gałęzie i załamujące w tysiącach kropel mgły kreuje wrażenie znajdowania się
na skraju realnego świata. Magia i niezwykłość dosłownie wisi w powietrzu.
Tajemnicze i nieco mroczne wrażenie robią także surowe krajobrazy gór Wicklow. Góry te pokrywa torfowe bagnisko, więc utrzymać się tam mogą tylko wybrane kwasolubne gatunki roślin. W czasie naszego pobytu akurat kwitły wrzosy, więc zbocza mieniły się różnymi odcieniami fioletu, z kolei w okresie kwitnienia żarnowców są zupełnie żółte, a czasie kwitnienia rośliny zbliżone do naszej wełnianki wyglądają jak pokryte śniegiem. Nastrój niesamowitości pogłębiają jeziora, wypełnione smoliście czarną, torfową wodą. Majestatu dodają liczne wodospady, zasilane częstymi deszczami.
Odruidach i druidkach
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 102 kwiecień 2011



