Odessa

Tekst Maria Kaniewska



Odessa to nie tylko „Samotny
biały żagiel", Potiomkinowskie
schody, największy port
na Ukrainie, wspaniałe plaże,
wycieczki na Krym, muzea,
artyści, Benia Krzyk. To również
koty - koty najrozmaitszych ras,
rozmiarów i kolorów.





Odessa jest miastem młodym, liczy sobie niewiele ponad 200 lat (2 września uroczyście obchodziła 216 urodziny).
Można tu jednak posmakować niezwykłej różnorodności, która z pewnością zrekompensuje brak średniowiecznych zabytków. Milionowa ludność to głównie Rosjanie i Ukraińcy, ale także Mołdawianie, Tatarzy, Gruzini, Żydzi, Grecy, Polacy, Niemcy. Mówią przeważnie po rosyjsku. Wszyscy uważają siebie za odesytów i są dumni ze swojego miasta, ale tym, co ich najbardziej jednoczy, jest z pewnością morze. Do najbardziej ekskluzywnej plaży, Arkadii, dojeżdża się tramwajem, a potem wędruje ukwieconą aleją.
Na jednej z ławek siedzi staruszek z długą siwą brodą i dzierga szydełkiem kapelusze. To nie do wiary, ale ten sam staruszek siedział tu 15 lat temu! Na innej ławce przysiadła starsza pani. Właśnie nakarmiła gromadkę kotów i teraz czyta sobie w ich towarzystwie gazetę. Ja też przywabiłam tu sporą rodzinkę. Obserwując to różnokolorowe stadko, można by zgłębiać tajemnice dziedziczności i rozmaitych krzyżówek!
Na plaży sporo ludzi, przyszli grubi i chudzi, starzy i młodzi, zdrowi i kalecy. Biznesmeni w porze lunchu i młode dziewczyny w mundurach jakiejś straży. Obok mnie siedzi kobieta o twarzy pokrytej siecią głębokich zmarszczek, w kapeluszu ani chybi wydzierganym przez tutejszego staruszka. Nikt nie wstydzi się swojej tuszy, ułomności ani starości, nikt się nikomu natarczywie nie przygląda. Wszyscy ci ludzie przyszli popatrzeć na morze. Jedni brodzą po chłodnej już o tej porze roku wodzie, inni po prostu siedzą i patrzą w milczeniu, jakby to patrzenie dodawało im sił do codziennych zmagań, jakby chcieli swojemu morzu powierzyć troski i kłopoty.
Jedną z głównych atrakcji Odessy był niegdyś największy w tej części Europy (niektórzy mówią nawet, że największy na świecie!) bazar, „Priwoz". Można tam było kupić gąbkę z egzotycznych mórz, szczygła w klatce, wyborne winogrona gruzińskie i mołdawskie, wśród których chyba najsłodsze były „paluszki Izabeli" o wysmukłych ciemnoczerwonych owocach. Na środku stała ogromna wywrotka „Kamaz", wypełniona po brzegi strąkami papryki, obok piętrzył się niebotyczny stos arbuzów i melonów. Można było kupić dorodny dereń z Kaukazu, pigwy, najprzeróżniejsze owoce i bakalie, pomidory i wszelkie warzywa, wonne zioła i przyprawy oraz szczególny przysmak: sałatkę warzywną (z buraków lub marchwi), wyśmienicie przyprawioną kolendrą i innymi ziołami, skropioną oliwą i zawiniętą w liść winogron. Inną odeską specjalnością były długie „strąki" z orzechów zatopionych w słodkim złocistym albo ciemnoczerwonym syropie. Przypominały nieco strąki chleba świętojańskiego, tylko były bardziej pękate. Z jednej strony bazaru ciągnęły się niemal bez końca hale, gdzie kobiety w śnieżnobiałych, wykrochmalonych fartuchach i czepkach sprzedawały tłusty twaróg, „bryndzę" (coś w rodzaju słodkiego bundzu), śmietanę tak gęstą, że można ją było kroić nożem, osełki masła, w drugim rzędzie były rozmaite rodzaje miodu, kawałki pszczelich plastrów do wysysania jak cukierki, równie długi rząd zajmowały stoły pełne niezrównanych w smaku wędzonych w dymie szynek, kiełbas, boczków i bekonów. Królowały tu ryby i krewetki i kręciło się zawsze mnóstwo kotów, tak że trzeba było uważać, żeby nie nadepnąć jakiegoś maluszka.
Dziś „Priwoz" pomału kurczy się, przekształcając się w ekskluzywny supermarket. Ryby i krewetki sprzedawane są w ogromnej, przeszklonej hali, pełnej chłodni i zamrażarek. Z jednej strony rozpościera się cała ściana suszonych ryb rozmaitej wielkości. W pobliżu raki - kopiasta góra różowych, ugotowanych, a obok wielkie misy żywych, przykrytych okrągłymi plecionymi kolorowymi makatkami (przykryte nie próbują uciekać). W akwarium olbrzymie homary ze szczypcami zabezpieczonymi gumkami, żeby ich sobie nawzajem nie poodcinały. W chłodniach krewetki - od maleńkich jak robaczki do ogromnych jak raki, zielonkawych i horrendalnie drogich. Na środku króluje pomnik Madame Storożenko - srogiej rybnej handlarki z powieści Katajewa, która bezlitośnie wykorzystywała swoich małych dostawców. Nie przypominam sobie, żeby ta niezbyt sympatyczna książkowa postać lubiła koty, tu jednak, w swoim pomnikowym wcieleniu, Madame Storożenko uśmiecha się dobrodusznie, a o jej nogi ociera się dachowiec.
Są jeszcze w Odessie dwa inne bazary. Na rynku „Starokonnym" można kupić żywą kozę czy królika, a całą aleję zajmują klatki z rasowymi psimi i kocimi pięknościami. Panie wachlują swoje persy, żeby nie dokuczał im upał, bawią się z nimi, zachwalają.
Z daleka dobiega koci płacz.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 98/99 grudzień 2010/styczeń 2011

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl