Tekst Łukasz Montygierd-Łoyba
magazyn KOCIE SPRAWY - Nr 105/106 lipiec/sierpień 2011
Wszystkich zainteresowanych zapraszamy na naszego podróżnego bloga, gdzie można śledzić przygotowania, a od 1. sierpnia przebieg wyprawy.
www.znurtemodry.wordpress.com
Amor - dziesięcioletni Birman, postrach psów i uwodziciel kotek. Arystokrata, którego szacunkiem darzą przywódcy wszystkich dachowych band w mieście. Awanturnik, szelma i poszukiwacz przygód. Jednak nade
wszystko oddany i niezwykły przyjaciel.
Poznaliśmy się dziesięć lat temu. Jednego byłem wtedy pewien. Chciałem mieć psa. Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Moja siostra wybierała się wraz z rodzicami aby odebrać swoją wymarzoną kotkę. Wybrała sobie małą Birmankę. O tej rasie nie wiedziałem wtedy zupełnie nic. Poprosili abym pojechał z nimi. Wtedy wydawało mi się to stratą czasu. U hodowcy niecierpliwie spoglądałem na zegarek. Nie wiedziałem, że już za chwilę zmieni się całe moje życie. Siedziałem sobie wygodnie w fotelu, gdy nagle poczułem, że ktoś wspina się po nogawce moich spodni. Odruchowo wstrząsnąłem nogą, aby pozbyć się intruza. Nie pomogło. Mała, biała, puchata kulka niestrudzenie pięła się w górę. Po chwili była już na kolanach. Jeszcze moment i mały kot wspiął się na tylne łapki, oparł przednie o mój tors, spojrzał mi głęboko w oczy i zamiauczał przejmująco. Mimowolnie objąłem go i właśnie wtedy zrozumiałem, że cokolwiek się wydarzy, nic już nas nie rozdzieli. Od dzieciństwa Amor uczył się chodzić na smyczy, ponieważ wiedziałem, że będzie on towarzyszem moich wędrówek. Zamiłowanie do przygód i podróży od dziecka jest wrośnięte w moją duszę. To najbardziej łączy mnie z Amorem. Smycz służy jedynie do nadawania naszym wędrówkom określonego kierunku. W przeciwnym razie nasze trasy przebiegałyby pod płotami, poprzez drzewa i wszystkie tajemnicze zakamarki, którymi chadza każdy szanujący się kocur. W zamian staram się, aby nasze przygody obfitowały w zapachy, widoki i smaki, sprawiające przyjemność nam obu, a odkąd wędruje z nami mój synek Rysio, nam trzem.
Wyprawa „Z nurtem Odry" narodziła się w moim sercu wiele lat temu, lecz dopiero teraz mogła przybrać realny kształt. Zabranie Amora na wyprawę było oczywistością.
Obawy związane z wrodzonym kotom oporem przed wodą szybko zostały rozwiane. Po pierwszym, nieco nerwowym rejsie, Amor odnalazł się na łodzi i zaczął wykazywać naturalną dla niego ciekawość wobec otoczenia. Wygląda na to, że zwietrzył już słodki aromat przygody. Przygotowania do takiej wyprawy wymagały od nas bardzo trudnej decyzji. Musieliśmy upewnić się, że wszyscy będą w stanie, w razie potrzeby, dopłynąć do brzegu. Wszystkie zwierzęta potrafią pływać, ale musieliśmy mieć pewność. Amor nie był zachwycony tym pomysłem, ale bardzo dobrze się spisał. Pływa rewelacyjnie, a moment w którym sam zeskoczył z łodzi do wody był dla nas niezapomnianym przeżyciem. Choć, oczywiście, w czasie wyprawy będziemy starali się za wszelką cenę uniknąć bezpośredniego kontaktu z wodą. Wypływamy 1.sierpnia o 6: 00, z wrocławskiego Kozanowa i mamy nadzieję, że 14 dni póżniej przybijemy do plaży w okolicy Dziwnowa. Przez dwa tygodnie będziemy spać w namiocie, jeść przy ognisku i fotografować (po powrocie przygotujemy wystawy fotograficzne).