Tekst Ewa Zgrabczyńska HODOWLA WALHALLA*PL
Pojawiła się nowa rasa. Na Świat przyszły kocięta - zrodzone z rasowych kotów domowych, mające geny dziko żyjacych kotów azjatyckich, drapieżników z gorących lasów tropikalnych. Podobne do kotów wolnożyjących, z niezwykłym futrem, fascynujacą intekigencją, mądrym spojrzeniem i przyjacielskim charakterem. Koty z dżungli...
Kociaki te pojawiły się w 2009 roku w hodowli Walhalla*Pl Ewy Zgrabczyńskiej i Rafała Adamczaka. Uspokojony bengal, z ciałem smuklejszym i niesamowitym ubarwieniem dzikich przodków, pojawił się jako nowa rasa: Jungle, kot z dżungli. Nowe wyzwanie, nowy kanon piękna. Zaczęła się żmudna selekcja i poszukiwanie najbardziej pożądanych cech wspólnych i najwspanialszych oznak wyjątkowego temperamentu...
W pewien listopadowy, zimny dzień, ja - hodowczyni opętana wizją kociej rasy, rozdarta między lękiem przed stworzeniem kociego Frankensteina, a Pigmalionową wizją kociej doskonałości - usiadłam przy rozgrzanym starym kaflowym piecu i tuląc dziwne koty
o przenikliwym spojrzeniu, dokonałam pierwszego rachunku sumienia. Stawka populacji Dżangli to 35 obiecujących kotów. Trzy typy barwne. Podobna morfologia. I... zdarzenia nieoczekiwane.
Nomen omen - Xerxes
Nie należy igrać z nadawaniem kotom imion. Już sama nie wiem, jaka była kolejność: czy spojrzawszy na najdziwniejsze kocię, jakie kiedykolwiek widziałam, nazwałam je tak od razu, czy też jego późniejsze
zachowanie sprowokowało to imię? Mały kuguar w ciemnym płaszczyku sarniej sierści i z ciemną grzywką.
Wyskoczył na świat jako pierwszy z miotu, pełen wigoru i od razu wrzeszczący, już po kilku dniach otwartymi oczami przyglądał się reszcie rodzeństwa. Obrabiał dwa matczyne sutki prawie naraz. Gramolił się z gniazda i z powrotem, cały czas w ruchu, ciągle niespokojny. Rósł jak na drożdżach. I trzymał się daleko od reszty rodzeństwa. W wieku kilku tygodni był okazem zdrowia, siły i z upodobaniem trenował polowanie na myszki. Z pewną osobliwością: inne kociaki bawiły się wspólnie, on porywał myszkę warcząc i wściekle zagryzał ją po wielekroć w samotności. Ludzi uwielbiał, dorosłe koty tolerował. Jak był już najedzony, wybawiony i wyspany. Z niezwykłą powagą i precyzją atakował drapak. Miało się wrażenie, że pozostałe kocięta bawią się na drapaku, a Xerxes trenuje usilnie techniki wojenne. Był szybki i skoczny. Błyskawicznie się obrażał, gdy dorosły kot przewracał go w zabawie. Matkę traktował wręcz... protekcjonalnie. Widząc tak twardy i niezależny koci charakter, poświęcałam mu dużo czasu i uwagi. Xerxes, pierwszy z miotu, pierwszy też wyszedł z domu (a ja nieco odetchnęłam). Przybył do dwóch dorosłych kastratów: rudego dachowca Sunniego i norwega Indusia. I zaczęło się. Atakował z wielką zajadłością oba kocury, był pierwszy przy misce, pierwszy do szaleństw. Miewał takie dni, że nie pozwalał dorosłym kotom wychodzić spod łóżka. A one siedziały tam dla świętego spokoju, drzemiąc i czekając, aż malec odpuści. Induś powoli zaprzyjaźniał się z kocięciem, Sunny trzymał dystans. Bywało tak, że wojowniczy Xerxes brał wreszcie łupnia od większych kocurów. Lizał rany tylko przez chwilę i już znowu raczył pozostałe koty nadmiarem swej energii. Piękniał z dnia na dzień, ale wcale nie uspokajał się i nie pokorniał. W zabawach, szaleństwach i kontaktach z człowiekiem posługiwał się niezwykłą inteligencją, małpią wręcz pomysłowością i sprawnością spec-agenta.
Dociera do dojrzałości. Płciowej, w żadnym razie nie psychicznej. I nijak nie chce wytracić ani energii, ani żywiołu, który w nim tkwi i roznosi go. Jedno tylko się zmieniło: wielkość zabijanych przez niego ofiar, bo z myszek przerzucił się na pluszową ogromną fretkę...
Kiziak
Nauczona doświadczeniem, najokazalszego kocura w miocie ochrzciłam mało wyrafinowanym imieniem Kiziu, mając nadzieję na magiczne uśpienie drzemiącej w nim siły i otrzymanie sporego, miziastego głuptaka, który urodą, wielkością i łagodnym charakterem nadrobi brak złowieszczej inteligencji. W Kiziu wszystko było duże i dorodne: mocne łapy, wielkie uszy, piękne oczy i bardzo długi silny ogon.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 95 wrzesień 2010
Tekst Anna Dorożalska - Hodowla Kotów Rasy Korat MORAKOT*PL
[…]
Tekst Ewa Rygiel - BLUE WIND*PL, Anna Czerklewicz - SVALBARD GOST*PL Zdjęcie Anna Derleta,
WWW.FOTO.CHERYL.PL , Z Hodowli BLUE WIND*PL […]
Tekst i zdjecie Agnieszka Płońska, Hodowla Kotów Rasy OCICAT - SMILE SPOTS*PL […]