JUNGLE - kot z dżungli

Tekst Ewa Zgrabczyńska HODOWLA WALHALLA*PL
magazyn KOCIE SPRAWY - Nr 95 WRZESIEŃ 2010


 Pojawiła się nowa rasa. Na Świat przyszły kocięta - zrodzone z rasowych kotów domowych, mające geny dziko żyjacych kotów azjatyckich, drapieżników z gorących lasów tropikalnych. Podobne do kotów wolnożyjących, z niezwykłym futrem, fascynujacą intekigencją, mądrym spojrzeniem i przyjacielskim charakterem. Koty z dżungli...

Kociaki te pojawiły się w 2009 roku w hodowli Walhalla*Pl Ewy Zgrabczyńskiej i Rafała Adamczaka. Uspokojony bengal, z ciałem smuklejszym i niesamowitym ubarwieniem dzikich przodków, pojawił się jako nowa rasa: Jungle, kot z dżungli. Nowe wyzwanie, nowy kanon piękna. Zaczęła się żmudna selekcja i poszukiwanie najbardziej pożądanych cech wspólnych i najwspanialszych oznak wyjątkowego temperamentu...
W pewien listopadowy, zimny dzień, ja - hodowczyni opętana wizją kociej rasy, rozdarta między lękiem przed stworzeniem kociego Frankensteina, a Pigmalionową wizją kociej doskonałości - usiadłam przy rozgrzanym starym kaflowym piecu i tuląc dziwne koty
o przenikliwym spojrzeniu, dokonałam pierwszego rachunku sumienia. Stawka populacji Dżangli to 35 obiecujących kotów. Trzy typy barwne. Podobna morfologia. I... zdarzenia nieoczekiwane.
Nomen omen - Xerxes
Nie należy igrać z nadawaniem kotom imion. Już sama nie wiem, jaka była kolejność: czy spojrzawszy na najdziwniejsze kocię, jakie kiedykolwiek widziałam, nazwałam je tak od razu, czy też jego późniejsze
zachowanie sprowokowało to imię? Mały kuguar w ciemnym płaszczyku sarniej sierści i z ciemną grzywką.
Wyskoczył na świat jako pierwszy z miotu, pełen wigoru i od razu wrzeszczący, już po kilku dniach otwartymi oczami przyglądał się reszcie rodzeństwa. Obrabiał dwa matczyne sutki prawie naraz. Gramolił się z gniazda i z powrotem, cały czas w ruchu, ciągle niespokojny. Rósł jak na drożdżach. I trzymał się daleko od reszty rodzeństwa. W wieku kilku tygodni był okazem zdrowia, siły i z upodobaniem trenował polowanie na myszki. Z pewną osobliwością: inne kociaki bawiły się wspólnie, on porywał myszkę warcząc i wściekle zagryzał ją po wielekroć w samotności. Ludzi uwielbiał, dorosłe koty tolerował. Jak był już najedzony, wybawiony i wyspany. Z niezwykłą powagą i precyzją atakował drapak. Miało się wrażenie, że pozostałe kocięta bawią się na drapaku, a Xerxes trenuje usilnie techniki wojenne. Był szybki i skoczny. Błyskawicznie się obrażał, gdy dorosły kot przewracał go w zabawie. Matkę traktował wręcz... protekcjonalnie. Widząc tak twardy i niezależny koci charakter, poświęcałam mu dużo czasu i uwagi. Xerxes, pierwszy z miotu, pierwszy też wyszedł z domu (a ja nieco odetchnęłam). Przybył do dwóch dorosłych kastratów: rudego dachowca Sunniego i norwega Indusia. I zaczęło się. Atakował z wielką zajadłością oba kocury, był pierwszy przy misce, pierwszy do szaleństw. Miewał takie dni, że nie pozwalał dorosłym kotom wychodzić spod łóżka. A one siedziały tam dla świętego spokoju, drzemiąc i czekając, aż malec odpuści. Induś powoli zaprzyjaźniał się z kocięciem, Sunny trzymał dystans. Bywało tak, że wojowniczy Xerxes brał wreszcie łupnia od większych kocurów. Lizał rany tylko przez chwilę i już znowu raczył pozostałe koty nadmiarem swej energii. Piękniał z dnia na dzień, ale wcale nie uspokajał się i nie pokorniał. W zabawach, szaleństwach i kontaktach z człowiekiem posługiwał się niezwykłą inteligencją, małpią wręcz pomysłowością i sprawnością spec-agenta.
Dociera do dojrzałości. Płciowej, w żadnym razie nie psychicznej. I nijak nie chce wytracić ani energii, ani żywiołu, który w nim tkwi i roznosi go. Jedno tylko się zmieniło: wielkość zabijanych przez niego ofiar, bo z myszek przerzucił się na pluszową ogromną fretkę...
Kiziak
Nauczona doświadczeniem, najokazalszego kocura w miocie ochrzciłam mało wyrafinowanym imieniem Kiziu, mając nadzieję na magiczne uśpienie drzemiącej w nim siły i otrzymanie sporego, miziastego głuptaka, który urodą, wielkością i łagodnym charakterem nadrobi brak złowieszczej inteligencji. W Kiziu wszystko było duże i dorodne: mocne łapy, wielkie uszy, piękne oczy i bardzo długi silny ogon. Kiziu nie musiał udowadniać swej siły. On był siłą... spokoju. I kiedy odpoczywałam po ekscesach Xerxesa, Kiziu rósł dzielnie na miłego i towarzyskiego kota. Ale coś w nim tkwiło. Skąd Kiziu wiedział, w której kieszeni mam telefon i jak nadusić na niego łapą, by zaczęło się coś dziać? Dlaczego tysiąc razy wydawało mi się, że zgasiłam światło wychodząc z pokoju, a gdy wracałam, było włączone, a Kiziu z głupią miną spoglądał to na mnie, to na kontakt? W zabawach z innymi kotami był bardzo miły i delikatny.
Miał dziwny zwyczaj manifestowania swych przyjacielskich uczuć: przytulał się całym sobą do boku kota i owijał go... swym ogonem! Kiziak miał rezydować w hodowli. I wtedy powiodło mnie na pokuszenie: kocur został towarzyszem Cwaniaka - kota bengalskiego, który - jak twierdzili moi przyjaciele - miał „parcie na szkło" i cierpliwie czekał na swój moment zaistnienia w reklamie, showbiznesie bądź cyrku. Cwaniak uwielbiał być tresowany, wykonywać psie komendy i obsługiwać domofon. Kastrat, ale silnie dominujący i nietolerujący innych kotów. Przedstawiłam mu Kiziaka. Kiziak podszedł do nowej znajomości z typowym dla niego spokojem: przytulił się bezceremonialnie do zszokowanego Cwaniaka, owinął go ogonem i... zaczęło się. Od tego momentu Kiziak stał się alter ego Cwaniaka, wiernie kopiował zachowania bengala, chodził za nim krok w krok. Cwaniak przyjmował to z rezygnacją, po kilku dniach przyzwyczaił się, a po następnych zaczął wykorzystywać sytuację: po rzuconą piłeczkę startowały oba koty, ale Cwaniak nagle zatrzymywał się, a Kiziak łapał ją i wracał, oddając łup... Cwaniakowi, a ten triumfalnie przerzucał aport do mnie. Po kilku miesiącach Kiziak już umie otwierać szafy, pić zieloną gorącą herbatę z filiżanki, czytać inwazyjnie książki, przewlekać poduszki pod stół. Mam wrażenie, że zaczął wręcz udoskonalać pewne techniki Cwaniaka: skacze wyżej, zgryza więcej, śpiewa głośniej, szybciej opróżnia miskę... Teraz bengal zaczyna wyglądać jak biedny imitator, coraz dalszy od perfekcji niebywale inteligentnego oryginału...
Siostry
Miła i gadatliwa kotka, bardzo podobna w zachowaniach do Kiziaka, została Kizią. Nie przyjęło się i nie przylgnęło do niej piękne imię Lilu, nadane przez nową właścicielkę. Kizia była tak zżyta z hodowlą, że oprotestowała wyjście do nowego domu: pierwszy raz obserwowałam przypadek anoreksji u kociaka. Kizia, bez jakichkolwiek objawów
chorobowych, zarządziła głodówkę. Kocię, które potrafiło pożreć konia z kopytami, nie chciało tknąć ani mięska, ani wybornych pasztecików.
Kizia po prostu tęskniła w domu pełnym kotów, mimo siódemki nowych miłych kocich towarzyszy.
Przyjechałam do Kizi. Oględziny, weterynarz - nic złego się nie działo. Ale czy ktoś widział zdrowego kociaka, który nie ma ochoty na jedzenie? Nie wiem, na ile Kizi pomógł nagle „wujek" - bengal półtoraroczny, który odezwał się w bengalim języku i... Kizia zrozumiała go (tata jest bengalem, myślę więc, że Kizia jest poliglotką) i wreszcie skończyła się głodówka. Po kilku tygodniach do siostry dołączyła Mizia, czyli Bushido (nie ja to wymyśliłam). Owo imię padło na podatny grunt. Bushido miała skłonności techniczno-inżynierskie i wytrwałość sapera. Zamiast odnowić siostrzane więzi z Kizią, skoncentrowała się na zgłębianiu budowy cennego sprzętu RTV oraz możliwości rozłączenia (poprzez zgryzanie) kabli niskonapięciowych. W tej materii w krótkim czasie osiągnęła perfekcję i znacząco podniosła cenę swego zakupu... Pokazała również, że jest przeciwieństwem siostry; ilości pochłanianego przez nią pokarmu ujawniły, że pobije też wszelkie rekordy w kosztach utrzymania. Tak jak Kizia była bardzo antropofilna, tak Bushido człowieka traktowała wręcz przedmiotowo: jako dawcę karmy i ładowarek telefonicznych (którymi również się żywiła)... Wszystkie moje doświadczenia z dżunglami wskazują na cechę typową dla nowej rasy, absolutnie wartą wpisania do standardu: inteligencję wybitną, małpią oraz nieodparte wrażenie, że to geny dzikich przodków - kotów błotnych i azjatyckich leopardów - dały znać o sobie, a umiejętności i sprawność intelektualna dzikiego łowcy, który musi upolować i przeżyć, została wykorzystana do zaanektowania przestrzeni oferowanej przez człowieka i uczynienia jej przytulną, interesującą i dostarczającą udomowionym dzikim kotom
stymulujących emocji. Nie do końca jestem pewna, czy ja selekcjonuję Dżangle, czy też one wybierają sobie i przekształcają domowe środowisko oraz mnie samą...


CECHY CHARAKTERYSTYCZNE
T E M P E R A M E N T: kot pełen pasji życia i ciekawości świata, ale
emocjonalnie stabilny, nigdy agresywny (choć na wystawach może
zachowywać się głośno, nigdy nie gryzie).
Bardzo przyjacielski wobec człowieka. Uwagę zwraca ich niezwykła
inteligencja, mądre spojrzenie i w sytuacji relaksu - charakterystyczne
zawijanie ogona wokół właściciela czy innego kota.
BUDOWA C I A Ł A : kot pełen elegancji i gracji dziko żyjącego
drapieżnika, znakomicie umięśniony, o atletycznej muskulaturze, ale nie
sprawiającej wrażenia „przyciężkiej". Kot o bardzo harmonijnych proporcjach
ciała, średni do dużego. Kocury wyraźnie większe od kotek. Silny, nocny
łowca. Łapy: tylne nieco dłuższe od przednich, kościec średniej grubości,
kończyny typowe dla szybko biegającego drapieżnika, z okrągłą stopą
średniej wielkości. Ogon długi, z czarnym zakończeniem, średniej grubości.
Dopuszczalne krzyżówki: jungle, chausie, bengal.
G ŁOWA : średniej wielkości, z nieco wydłużoną twarzoczaszką, nieco
trójkątna w zarysie (szczególnie u kotek), nie powinna być zbyt „bengalska"
(okrągła) lub orientalna, kości policzkowe dobrze rozwinięte, wysokie,
policzki pełne, okrągłe i dobrze zaznaczone pufki z wąsami.
U S Z Y: średnie do dużych, wysoko osadzone i uniesione, u podstawy
szerokie, niepożądane - rysie pędzelki.
Nos: średni do dużego, szeroki, z wyraźnymi pufkami.
O C Z Y: średniej wielkości, owalne do migdałowatych, nigdy
wytrzeszczone; barwa złocista i żółta najbardziej pożądana; u kotów ticked
tabby mogą być z odcieniem zielonkawym lub niebieskawym; wrażenie
ogólne - spojrzenie pełne pasji życia i inteligencji.
S I E R Ś Ć : najbardziej pożądana unikalna w strukturze i kolorze,
wyglądająca jak sierść dzikiej sarny, ale nieco królicza w dotyku, krótka,
raczej przylegająca, z gęstym miękkim podszerstkiem przykrytym
twardszym włosem.
Grupa kotów tabby. Dopuszczalne trzy odmiany barwne: brown ticked
tabby (z bardzo drobną cętką na korpusie, łapy z pręgowaniem), brown
black marbled i brown black spotted (z cętką lub rozetą przypominającą
kota bengalskiego).
Brown ticked tabby - myszowaty kolor włosa tuż przy skórze,
przechodzący wyżej w szaro-piaskowy bądź rudawy, ciemniejsze znaczenia
tabby na pysku, łapach i ogonie; szyja powinna posiadać jeden lub więcej
ciemnych naszyjników; jasne obwódki wokół oczu i pyska, im bardziej
skontrastowane, tym lepiej, tył uszu ciemniejszy, brzuch cętkowany lub
w plamy.
Brown black marbled - z beżowym lub szarym tłem, czarne bądź
brązowe wzory na futrze mogą być zgrupowane lub chaotyczne, najbardziej
pożądany włos - trójbarwny, z tickingiem; na łapach, brzuchu i pysku
- znaczenia tabby.
Brown black spotted - kolory od szaroburego do brązowego,
ciemniejsze cętki lub rozety, głowa, brzuch i łapy - znaczenia tabby.


Hodowla WALHALLA (ICF, Felis Posnania),
www.walhalla-cats.com www.walhalla-cats.com. Hodowle
uczestniczące w programie i posiadające koty z dżungli:
JADRY (hodowla Jadwigi i Ryszarda Jędrzejowskich),
RAMVOIRA (hodowla Hanny Napierały), Agata Kluczyńska,
SHADOW DANCER (hodowla Aleksandry Śmigielskiej).
Mecenasem nowotworzonej rasy jest marka „1st Choice".



Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl