Tekst Anna Dorożalska, Hodowla Kotów Rasy Korat MORAKOT*PL
Tajowie wierzą, że Korat przynosi szczęście, gdyż futerko ma szare jak deszczowe chmury zwiastujące urodzaj i srebrne jak pieniądze, a oczy zielone jak młode źdźbła ryżu. Zgodnie z tradycją Koraty daje się w prezencie wyjątkowym osobom jako wyraz wielkiego szacunku.
Co sprawia, że wybieramy kota tej, a nie innej rasy? Po pierwsze - jego uroda, po drugie - charakter. W obu tych kwestiach każdy wielbiciel kotów ma swoje upodobania. Warto wziąć pod uwagę jeszcze jedno - podatność rasy na choroby, ponieważ skutkiem długotrwałych zabiegów hodowlanych i kierowania się wyłącznie chęcią uzyskania szczególnie pożądanego
wyglądu wiele ras kotów zatraciło swój pierwotny charakter, a co za tym idzie, naturalną odporność i zdrowie. Kotem, który podbił serca mojej rodziny, jest mało znany jak dotąd w Polsce Korat - rezolutny kotek o satynowym, srebrnoniebieskim futerku i wielkich, zielonych oczach, cieszący się wspaniałym zdrowiem. Ponad sześćset lat dziejów Korata w ojczystej Tajlandii i zaledwie pięćdziesiąt lat obecności na światowej scenie hodowlanej uchroniły go od jakiejkolwiek ingerencji człowieka w jego naturę. Dzięki temu rasa zachowała niespotykaną wśród innych czystość, strzeżoną pilnie przez niewielki krąg współpracujących ze sobą hodowców.
Korat w swojej ojczyźnie
Współczesne Koraty wywodzą się od dzikich kotów, które zamieszkiwały dżunglę na Półwyspie Malajskim. Dziś Koraty są rzadkością nawet w swojej ojczyźnie, gdzie uchodzą za koty przynoszące szczęście i należą do skarbów dziedzictwa narodowego Tajlandii. Pierwsza wzmianka o Koracie pojawia się księdze „Tamra Maew", pochodzącej z okresu królestwa Ajutthaja (1350-1767). Wielki miłośnik kotów, król Rama V, zlecił w XIX w. przepisanie starożytnego manuskryptu z liści palmowych na wyrabiany ręcznie papier khoi. Księgę poezji o kotach o nazwie Smud Khoi można dziś zobaczyć w Muzeum Narodowym w Bangkoku. Zawiera ona rysunki siedemnastu kotów, których posiadanie przynosi szczęście, oraz sześciu, które mają przynosić pecha. Wśród tych pierwszych znajduje się Korat, który - jak opisał go ówczesny poeta - ma „włos gładki, u nasady jak chmury, na końcówkach jak srebro; jego oczy lśnią jak krople rosy na liściu lotosu".
Tajowie wierzą, że Korat przynosi szczęście, gdyż futerko ma szare jak deszczowe chmury zwiastujące urodzaj i srebrne jak pieniądze, a oczy zielone jak młode źdźbła ryżu. Zgodnie z tradycją bardzo cenione w swojej ojczyźnie Koraty daje się w prezencie wyjątkowym osobom jako wyraz wielkiego do nich szacunku. Parą Koratów obdarzano niegdyś pannę młodą i koty te wróżyły jej wówczas szczęśliwe małżeństwo i dom.
Korat na świecie
Współczesne linie hodowlane pochodzą dopiero z 1959 r., kiedy to Amerykanka Jean Johnson założyła pierwszą hodowlę Koratów w USA. Jej powstaniu towarzyszyły niezwykłe okoliczności. Pani Johnson przez sześć lat spędzonych w Syjamie (dzisiejszej Tajlandii) krótko po drugiej wojnie światowej bezskutecznie starała się zdobyć Korata. Takiego kota, uchodzącego tam za prawdziwie syjamskiego, widziała zaledwie kilkakrotnie, nieodmiennie w rękach ważnych urzędników państwowych czy dyplomatów. Wyjechała, straciwszy nadzieję na spełnienie swojego marzenia, jednak po kolejnych sześciu latach przyjaciółka powiadomiła ją, że zdobyła dla niej parę kotów tej rasy. I tak w 1959 r. do Stanów Zjednoczonych przybyły dwa pierwsze Koraty, kocur Nara i kotka Darra.
W następnych latach rosnący krąg miłośników Koratów w USA pozyskał kolejne koty z Tajlandii. Daphne Negus, ważna pionierka w dziedzinie hodowli tej rasy, wybrała się w niezwykłą w podroż do Tajlandii, aby przywieźć stamtąd dziewięć kolejnych kotów - dziewięć, gdyż ta liczba uważana jest w Tajlandii za szczęśliwą. Na Stary Kontynent Koraty dotarły w 1972 r. - najpierw do Wielkiej Brytanii, dwa lata później do Norwegii, dokąd Elfi Kleive przywiozła z Tajlandii pierwszą kotkę Mahajaya Coco. Dopiero w 1981 r. skutkiem wytrwałych zabiegów Norweżki Elfi Kleive Koraty zostały uznane przez FIFe.
Korat dzisiaj
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY
- Nr 109 listopad 2011