Z Beatą Pawlikowską, słynną podróżniczką, pisarką i dziennikarką, pełną pasji łowczynią przygód, rozmawia Katarzyna Pielak
Tylko raz w życiu spotkałam kota w dżungli amazońskiej, chociaż podróżuję od ponad 20 lat. lat. Był rudy, miał wielkie oczy i stał w opuszczonej drewnianej chacie, w wiosce zbudowanej na wodzie.
Katarzyna Pielak: Pani koty miały niecodzienne imiona...
Beata Pawlikowska: Paragwaj, Urugwaj i Ziemia Ognista. Oraz Boliwia i Brazylia. Brazylia była u mnie tylko przez kilka dni, a Boliwia to był malutki kotek, którego dostałam w prezencie. Jechał do mnie przez kilka godzin w bagażniku samochodu. Myślę, że musiał być przerażony - odebrany matce, w nowym miejscu. Kiedy otworzyłam karton, zobaczyłam groźnie wyszczerzoną paszczę. Ten mały kotek, otoczony nowymi zapachami i twarzami, miał jeszcze tyle odwagi, żeby walczyć! Nie płakał, nie prosił o pomoc, tylko groźnie fukał. To było niesamowite.
Mieszkałam wtedy w domu i wszystkie koty mogły swobodnie wychodzić na dwór. Nie wyobrażam sobie, żeby trzymać kota w czterech ścianach. Nigdy w życiu nie chciałabym się znaleźć na jego miejscu. Wydaje mi się, że kot jako żywe zwierzę potrzebuje powietrza i słońca. Jak cudownie inne jest życie, kiedy można powąchać trawkę i poczuć to słońce na nosie. Nie chciałabym pozbawić żadnego kota tej przyjemności. I dlatego, między innymi, teraz nie mam kotów.
Skąd wzięły się imiona kotów?
To słowa, które bardzo ładnie brzmią, a poza tym dobrze mi się kojarzą, bo lubię podróżować. To byli dwaj bracia - rudy i szary, oba pręgowane. Kiedy poszłam z nimi do weterynarza i powiedziałam, że nazywają się Paragwaj i Urugwaj, pani weterynarz spojrzała na mnie i powiedziała: „Hm, ja też mam dwa koty. Nazywają się Alaska i Nebraska". Była jeszcze Ziemia Ognista - kotka tricolorka, która trafiła do mojego domu z powodu przeprowadzki wcześniejszych właścicieli. I przez chwilę była jeszcze kotka Brazylia, znaleziona przed siedzibą Radia ZET. W wejściu są szklane drzwi, pod którymi siedziała ta młoda, czarna kotka. Siedziała i miauczała wniebogłosy. Było mi jej żal, ale pomyślałam, że przecież mam już kilka kotów, nie mogę przynieść do domu następnego. Zamknęłam drzwi za sobą i odwróciłam się. Przez szybę widziałam tylko otwierającą się paszczę i błagalne spojrzenie. Nie mogłam jej tam zostawić. Zabrałam Brazylię do domu, ale to był kot o dziwnym charakterze. Rozpędzała się jak rakieta i atakowała wszystkie koty. Nie mogła zostać, to przecież ona była tu tylko gościem, a całkiem nie umiała się zachować. Poszukałam więc dla niej innego domu.
A teraz nie brakuje Pani towarzystwa kotów?
Bardzo chciałabym mieć koty, ale uważam, że byłaby to nieodpowiedzialna decyzja. Nie chodzi o to, żeby sprawić sobie przyjemność. Kot to nie przedmiot. Najpierw trzeba mieć dobre warunki dla zwierząt, a potem dopiero je sprowadzać. Teraz mieszkam sama, na pierwszym piętrze i często podróżuję. To niezbyt dobra sytuacja dla kota. Na razie więc nie mam kotów, bo nie miałabym ich z kim zostawić. Ale niedługo będę budować dom, który zostanie tak zaprojektowany, żeby było w nim miejsce dla kotów. Z dużym ogrodem i mnóstwem słońca.
Kiedy koty są szczęśliwe?
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 110/111 grudzień 2011/styczeń 2012
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]







