Z Piotrem Skargą, aktorem filmowym i teatralnym, rozmawia Katarzyna Pielak
Kotki cały czas mnie zagadują, zwłaszcza Jolka. Chodzi i nieustannie coś do mnie miauczy. Ja się dopytuję: O co ci chodzi? Ona: Miau. Ja na to: Pokaż mi, czego chcesz! Czasem biorę saszetkę z jedzeniem i idę do jej miski. Ona patrzy na mnie z politowaniem. Odwraca się
i odchodzi.
Katarzyna Pielak: Jak zaczęły się Pana związki z kotami?
Piotr Skarga: W moim domu zawsze były zwierzęta, ale były to z reguły psy. Jamniki, charty afgańskie, boksery, owczarek niemiecki i suczka husky. Ta ostatnia znalazła nam kota. Było to późną jesienią, kiedy pojechaliśmy na naszą podwarszawską działkę. Wypuściliśmy suczkę z samochodu, a ona zaczęła buszować w pobliskim śmietniku. Moja żona, Beata, pobiegła za nią, aby odgonić ją od ewentualnej konsumpcji. I nagle z tych śmieci wyłoniło się coś paskudnego, przeraźliwie chudego, z posklejaną sierścią. Była to malusieńka kocina, która mieściła mi się w dłoni. Na oczy nie widziała nic - miała je tak zapuchnięte, zaropiałe i posklejane, że dolne powieki były wywinięte do góry. To małe, przerażone, dzikie zwierzątko miało w sobie jednak tyle determinacji, żeby cichym miauknięciem dać znać, że jest, że potrzebuje pomocy, żeby ją ratować. Nawet nie otworzyliśmy bramy od działki, wzięliśmy jakiś karton, umieściliśmy w nim kocinę i natychmiast z powrotem do Warszawy, do naszej znajomej weterynarz. Gdy zobaczyła to małe nieszczęście, dała mu nikłe szanse na przeżycie. Jednak w tym kociaku było coś takiego, taka siła wewnętrzna, że z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej. Codziennie przez dwa tygodnie chodziliśmy z Beatą do szpitala na wizyty. Patrzyliśmy z radością, jak to kocię z brzydkiego kaczątka przeradza się w coś fantastycznego. Co ciekawe, nasza suka, która nigdy nie tolerowała kotów, tego kociaka darzyła szczególnym uczuciem. Przy każdym miauknięciu współczuła mu. Jola - bo takie kotka dostała imię, gdy była już u nas w domu - spała przytulona z huskym w jednym łóżku. Ta kocica w niesamowity sposób odwzajemnia uczucia. Jest to wręcz ludzka miłość. Całuje nas po twarzy, liże uszy, chce być przytulana, głaskana, tarmoszona. Jesteśmy w niej po prostu zakochani. Ponieważ wychodząc z domu i zostawiając ją samą, widzieliśmy smutek w jej oczach - dorzuciliśmy jej do towarzystwa Jesicę. Znajomym urodziło się kilka kociaków i wzięliśmy od nich szarą, szylkretową koteczkę. W tej chwili mamy dwie cudowne, kochające się i bawiące się ze sobą kotki.
Podobno imiona kotek wzięły się z kabaretu...
Tak, z kabaretu Ani Mru Mru, który bardzo lubię i bardzo cenię.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 108 październik 2011
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]







