Tekst Andżelika Piechowiak
KOCIE SPRAWY - Nr 84 PAŹDZIERNIK 2009
Andżelika Piechowiak: Karol Dickens mawiał, że największym darem w życiu jest miłość kota. Pan też czuje się jakoś szczególnie wyróżniony, kiedy kocica Kropka i jej syn Szarak obdarzają Pana czułymi względami?
Zbigniew Wodecki: Szczerze mówiąc okazało się, że jestem o nie zazdrosny, co najmniej jak o kobietę. Szarak łasi się do każdego, kto nas odwiedza. Strasznie mnie tym denerwuje, bo w końcu to ja łożę na jego utrzymanie i powinno bydlę mnie traktować wyjątkowo. Kropka jest księżniczką mającą wszystko w nosie. Kiedyś myślałem, że każdy dachowiec jest taki sam, tymczasem ze zdziwieniem odkryłem, że koty bywają ładne i brzydkie. Jedne mają bliżej, inne dalej osadzone oczy, różne nosy, inne kształty pyska. Moje koty są oczywiście przepiękne. Bardzo lubię, jak po mnie łażą, szczególnie po plecach, to najlepszy masaż.
Poranne łażenie po człowieku, który dopiero powoli się budzi, dla większości właścicieli kotów bywa irytujące.
Nie wiedzą, co dobre, ja akurat to uwielbiam. Denerwuje mnie coś innego. Kropka ma zwyczaj, którego nie cierpię. Drapie w drzwi tak długo, aż w końcu ktoś jej otworzy. Nie dostaje w tyłek tylko dlatego, że nie wypada karcić w ten sposób wiekowej damy, w końcu ma już swoje 9 lat. Zawsze kiedy piszę w nocy nuty, ona nagle przypomina sobie o mnie i zaczyna namiętnie skrobać framugę. Wpuszczam ją. Pobędzie chwilę w pokoju, pokręci się, ponudzi i znowu rozpoczyna drapanie w drzwi, żeby ją tym razem wypuścić. Nie raz starałem się ją przetrzymać, ale to nie przyniosło żadnego efektu, ona jest albo bezlitośnie tępa, albo wyrachowana. Szarak z kolei jest straszną mendą, ale co zrobić - kocham je jak własne!
Kropka jest chyba dość niespodziewanym prezentem od pańskiej córki?
Pamiętam, jak Joasia przyniosła tę małą wystraszoną kulkę. Moja najstarsza córka jest „odjazdowa" i miewa szalone pomysły, na szczęście nie kupiła mi wtedy węża. Nie był to jednak pierwszy kot w moim życiu, wcześniej mieszkały u mnie i te miauczące, i te szczekające czworonogi. W ogóle bardzo lubię zwierzęta, staram się żyć w symbiozie z matką naturą, choć nie zawsze bywa to przyjemne, można na przykład złapać kleszcza. Chciałbym bardzo mieć co najmniej dwa psy, zawsze dobrze się z nimi rozumiałem. Niestety, nienormowany czas pracy nie pozwala mi na taki luksus. W wyobraźni jednak widzę się w towarzystwie wielu czworonogów, obłożony nimi i zrelaksowany.
To mogłoby być konfliktowe towarzystwo...
Fascynuje mnie, że psy i koty to takie różne gatunki. Kocury są uparte i niezależne, bo muszą takie być, to ich kocia natura. Bywa to oczywiście wkurzające, ale jakoś da się to przetrzymać, w końcu mają też wiele zalet. Szczerze mówiąc, paru rzeczy im nawet zazdroszczę. Moje koty wiodą wyjątkowo szczęśliwe życie. Sezon letni spędzają na wsi, kiedy „wyprują w pole", to wracają po kilku godzinach. Oczywiście zaczynają wtedy dożywiać rodzinę. Te przynoszone, martwe zwierzątka to prawdziwa tragedia. Brzydzę się tego jak diabli, ale wiem, że chciały dobrze i nie można na nie krzyczeć.
Jest takie ładne stwierdzenie pojawiające się w „Paradzie paradoksów" Władysława Grzeszczuka - „Kiedy kot tańczy z myszą, muzyki nie trzeba"...
No właśnie. Przynoszą te biedactwa, myszy, ptaki. Rzadko da się któreś uratować. Trudno, muszę wytrzymać. Kiedy kończy się sezon, koty perfekcyjnie to czują i grzecznie razem z nami na zimę przenoszą się do krakowskiego mieszkania. Nauczyły się, że jest im tam dobrze, mają ciepłe posłania, pełne miski, chociaż oczywiście pojawia się problem z karmieniem. Bo co im tu dawać? Jedzenie dla ludzi pełne jest świństw, więc o karmach dla zwierząt nie wspomnę. Moje koty najchętniej jedzą dobre mięsko, kurczaka na przykład, dlatego trudno je później zadowolić karmą z puszki.
Koty potrafią pana rozbawić do łez?
Uwielbiam patrzeć na bawiące się koty, szczególnie młode kociaki. To, co wyprawiają goniąc za sznurkiem albo nitką, to mistrzostwo świata, czysta kwintesencja życia. Moja znajoma, Beata Rybotycka, wielka kociara, ma genialny fartuszek do gotowania ze specjalnym długim ogonem z tyłu. Dzięki temu gotując, jednocześnie bawi się z kotem. >>
Mówi się, że kot powstał wtedy, kiedy lew kichnął.
Uwielbiam wszystkie kotowate. Piękne są pumy, rysie, tygrysy, nawet jak groźnie położą uszy. Im jest dobrze w każdej fryzurze, czego nie mogę powiedzieć o sobie. Ponieważ przepadam za normalnością, męczące są dla mnie wszelkie udziwnienia, nie lubię wymyślnych ras, ze spłaszczonymi pyskami, krótkimi uszami itd.
Kiedyś stwierdził Pan, że kota ogonem najczęściej odwracają kobiety, więc pewnie zgodzi się Pan ze stwierdzeniem Roberta A. Heinleina, że „Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać się z tą myślą".
Dużą sztuką jest umiejętność zrobienia kroku wstecz. Trzeba czasem ustąpić kotu i kobiecie. W końcu lubimy, kiedy i jedne, i drugie czasem pokazują pazurki. To bywa intrygujące.
W czym najczęściej ustępuje Pan swoim kotom?
Kiedy czegoś chcą, nie jestem w stanie postawić na swoim. Ustępuję i spełniam te absurdalne zachcianki: albo coś otworzę, albo przymknę, albo podam. Mięknę nawet przy stole, kiedy kot siada obok na krześle, patrzy w oczy i miauczy. Może dlatego mnie nie szanują.
Wydaje mi się, że hierarchia domowa jest nieco zaburzona. Wygląda na to, że nie jest Pan najważniejszym elementem ich świata?
One traktują mnie na pewno gorzej, niż ja je. Trochę jak przechodnia. Wydawało mi się, że skoro je utrzymuję, to powinny wykazać odrobinę wdzięczności, przywitać się chociaż, kiedy Pan wraca do domu. Kropka, co prawda, stoi i czeka, ale Szarak nie wykazuje cienia radości. Czasem nie ma mnie tydzień, a jego to w ogóle nie obchodzi. Przypomina mi się porzekadło, jak się przekonać, kto kocha człowieka bardziej - kobieta czy pies? Trzeba oboje zamknąć w samochodzie na godzinę, wrócić i zobaczyć, kto się bardziej ucieszy.
Kot Pana zdaniem zareagowałby podobnie do kobiety? Wystarczy wyjechać na tydzień i sprawdzić?
Koty też się potrafią obrazić. Chcą, tak jak kobiety, żeby je później przepraszać, ale ja staram się tego nie robić. Wszystko jakoś płynnie wraca do normy już pierwszej nocy. Uwielbiamy razem spać.
Podobno zazdrości im Pan tej nieograniczonej ilości snu?
Moje koty, czego im zazdroszczę, całe dnie śpią, w nocy natomiast prowadzą aktywne życie, głównie kłócąc się. Kiedyś przeczytałem fajne stwierdzenie - kto to jest prowincjusz? To facet, który myśli, że prawdziwe życie jest gdzie indziej. Moje koty uświadamiają mi, że jestem takim prowincjuszem. One mają wszystko absolutnie gdzieś. Dla nich ważne jest, że się wyśpią, przeciągną, zjedzą coś, a reszta ich nie obchodzi. Jestem ofiarą w tym zawodzie wyścigu szczurów, z którego nie da się wyskoczyć. Jeżeli człowiek to zrobi, przestaje istnieć zawodowo. Ciągle gdzieś jeżdżę, towarzyszy mi stres. Dlatego zazdroszczę kotom ich godności i tego, że nigdzie się nie spieszą. Chyba że do miski z jedzeniem. Świętej pamięci Piotr Skrzynecki miał dwie cudowne sentencje. Pierwsza brzmiała: podróże kształcą, ale tylko ludzi wykształconych, a druga: pośpiech poniża. Ja jestem trochę taki „poniżony", a koty żyją z godnością. Chciałbym zyskać ich przekonanie, że najpiękniej jest tu, gdzie teraz leżę. Nie na rynku w Krakowie, czy na Manhattanie, tylko w tym miejscu, tu jest środek świata.
Jak się Panu podobają dźwięki zwane miauczeniem?
Wkurzają mnie. Nie lubię, jak dzieci płaczą, koty miauczą i psy szczekają. Za to lubię, kiedy kot mruczy. Miauknąć może delikatnie i sympatycznie, byleby się nie awanturował. One za to nie lubią grania na skrzypcach, więc mamy remis. Kropka nie cierpi też dźwięku trąbki. Kiedy zaczynam grać, zwiewają w najdalszy kąt. Może dlatego potem na koncertach tak bardzo szanuję swoją publiczność.
A kiedy zaczyna Pan śpiewać?
Śpiewam tylko wtedy, kiedy mi za to płacą, więc raczej nie grożą mi domowe recitale. Tak się organizm przyzwyczaił. Poważnie mówiąc - zdarza mi się komponować w domu. Na fortepian koty reagują w porządku, Kropka łazi często po klawiaturze i to nie jest fajne, odganiam ją, ale za chwilę w najmniej odpowiednim momencie, kiedy muszę napisać na przykład grupę szesnastek, znowu wskakuje.
Niektórzy muzycy twierdzą, że kotom zdarza się, wskakując na klawisze, trafić w odpowiedni dźwięk, co nadaje ich utworom nową jakość.
To muszą być bardzo kiepscy kompozytorzy.
Dziękuję za rozmowę.
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]