Tekst Barbara Sieradzan
Są tacy ludzie, którzy o kotach wiedzą prawie wszystko (wszystko wiedzą tylko same koty i to te wtajemniczone). Są też miejsca przyjazne kotom, w których takich ludzi można znaleźć. Jednym z nich jest warszawska lecznica dla kotów „Myszkin". O fenomenie kocich zmysłów rozmawiam z chirurgiem dr Małgorzatą Wilkowską i dr. Dariuszem Korzeniewskim, szefem kliniki „Myszkin".
Barbara Sieradzan: Które z kocich zmysłów odgrywają kluczową rolę w procesie przetrwania?
dr Małgorzata Wilkowska: Wszystkie kocie zmysły są świetnie przystosowane do trybu życia drapieżnika, można powiedzieć, że tu natura wykazała się doskonałością. Jednakże na wyróżnienie zasługuje wzrok, słuch i węch. Zaraz po nich postawiłabym dotyk, na końcu smak.
Zacznijmy zatem od zmysłu wzroku - mówi się, że kot widzi po ciemku.
Rzeczywiście kot widzi nawet wówczas, gdy do jego oka wpada odrobina światła, a to dzięki specjalnej błonie na dnie oka zwanej tapetum lucidum. To właśnie ta błona świeci na czerwono, kiedy w mroku zaświecimy kotu w oczy. W kompletnej ciemności kot nie widzi wcale. Kocia źrenica ma niesłychanie szybką zdolność akomodacji, czyli rozszerzania się i zwężania. Również pole widzenia gałki ocznej obejmuje 280 stopni, podczas gdy oko ludzkie jedynie 210. Jednakże koty są dalekowidzami, więc bliskie i nieruchome obiekty widzą niewyraźnie. Ich oko odnotowuje raczej ruch niż szczegóły, ale wtedy w sukurs przychodzi zmysł słuchu i węchu. Trudno powiedzieć, czy koty widzą kolory, wiadomo jednak, że reagują bardziej na barwy zimne, czyli całą gamę fioletowo-niebiesko-zieloną.
Słuch. Czy bardzo się różni koci narząd słuchu od naszego?
Więcej przeczytaj w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 84 wrzesień 2009



