Z onkologiem, dr n. wet. Dariuszem Jagielskim rozmawia Barbara SieradzanNowotwory to grupa chorób nadal stanowiących jedno z poważniejszych zagrożeń życia naszych kotów. Jednak możemy je coraz skuteczniej leczyć i stosować odpowiednią profilaktykę.
Barbara Sieradzan: Czy w ciągu ostatnich lat nastąpiły znaczące zmiany w sposobie leczenia nowotworów u kotów?
Dr Dariusz Jagielski: Pojawiły się nowe leki do terapii celowanej, czyli takie, które są w stanie rozpoznać receptor na powierzchni komórki nowotworowej i zablokować go (m. in. powstrzymać namnażanie się komórki). Nie stanowi to przełomu w leczeniu; leki są drogie, w krajach Unii i USA zarejestrowane jedynie dla psów. Mamy jednak już pewne doświadczenie w stosowaniu ich u kotów i myślę, że to jest terapia przyszłości.
W farmakologii poruszamy się w obrębie starych leków, ale rozwija się wiedza o chemioterapii, umiemy efektywniej ją zastosować. Wdrożono nowy lek do leczenia m.in.
nowotworów centralnego układu nerwowego - lomustynę, który najczęściej może nie pozwala na całkowite wyleczenie, ale znacznie przedłuża życie i poprawia jego jakość. Do średnicy 1 mm nowotwór odżywia się przez dyfuzję, następnie wytwarzając specyficzne substancje stymuluje wytworzenie zaopatrującego go naczynia krwionośnego (angiogeneza). Wiemy, że niskie dawki leków hamują angiogenezę; stąd w ciągu ostatnich lat intensywnie rozwijana jest chemioterapia metronomiczna - metoda podawania niskich dawek leków do chemioterapii, powodujących blokowanie wzrostu naczyń krwionośnych, a nie działających de facto bezpośrednio przeciwko samym komórkom nowotworowym. Takie działanie blokuje rozwój tychże komórek, a tym samym spowalnia proces nowotworowy.
A w chirurgii?
W zeszłym roku na kongresie w Turynie zaproponowano genialne w swej prostocie rozwiązanie w leczeniu mięsaków poszczepiennych. Najlepszym, z punktu widzenia chirurgicznego, miejscem do usuwania mięsaka jest ściana jamy brzusznej, gdzie wycina się pełną grubość zaatakowanej tkanki z zachowaniem dużego marginesu, co daje szansę na zupełne wyzdrowienie kota. Należałoby więc szczepić koty w to miejsce, co nie stanowi problemu dla lekarza i nie jest bardziej przykre dla kota niż szczepienie w kark. Ciągle nie mamy dostępu do radioterapii w Polsce; do takiego przedsięwzięcia potrzeba by kogoś z wolnymi kilkoma milionami złotych.
Czy naświetlania aplikowane ludziom są zbyt silne dla zwierząt?
Nie, warunki sanitarne nie pozwalają na wprowadzanie zwierząt w miejsce, gdzie napromieniani są pacjenci, a więc ludzie o na ogół obniżonej odporności.
Przypomnijmy czytelnikom tak najprościej, co to są nowotwory i w jaki sposób powstają.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 103 maj 2011
Powrót do: Poradnik |



Artykuły dotyczące