Nr 109 - LISTOPAD 2011
| ![]() Nowy kot w dom Wcale nie myślałam o kolejnym czworonożnym mieszkańcu w moim domu. I nagle, pośród setki ogłoszeń o kotach do adopcji, zauważyłam ogłoszenie o małej trikolorce, znalezionej w piwnicy na warszawskim Mokotowie. Na zdjęciu zupełnie nie można było zobaczyć, jak ta kotka naprawdę wygląda. Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam, że chcę tego kota. Decyzja zapadła błyskawicznie. Zadzwoniłam do Gosi Basaj, która przesłała m.in. i nam to ogłoszenie, i umówiłyśmy się na odbiór kota z lecznicy Felis. Mała była odrobaczona, pozwoliła się pogłaskać. Okazała się pięknym, zjawiskowo umaszczonym kocięciem. Wiadomo, że wprowadzenie kolejnego kota do domowych rezydentów nie jest łatwe. Ona trafiła do nas tuż przed weekendem. Mogłam spędzić z całą czwórką dwa pełne dni. Po opuszczeniu transporterka schowała się w sobie tylko wiadomym miejscu, ale w nocy skorzystała już z kuwety i zjadła karmę. Kici prawie wcale nie widywałam. Cały czas się chowała. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, że nie mogłam pogłaskać nowego kota, czy wziąć go na ręce. Pierwsza próba złapania kotki okupiona została podrapaniami i pogryzieniami. Broniła się bardzo, ale później mruczała i była szczęśliwa. Cieszyłam się, że jej strach został pokonany. Moja radość była jednak przedwczesna. Do dziś, a minęły prawie dwa miesiące, Julka jest niedotykalska. Nie chowa się już tak, jak w pierwszych dniach, podchodzi blisko, zawadiacko spogląda mi w oczy, bierze jedzenie z ręki, ale dotknąć się pozwala. Nigdy nie myślałam, że socjalizacja dzikiego kota może trwać tak długo. Najważniejsze jest jednak to, że Julka ma świetny kontakt z moimi dwoma rudymi kotami, ociera się o nie, one ją liżą, bawią się z nią, czasem śpią razem. Julka widzi, że głaszczę wszystkie koty, bawię się z nimi - ale nie ma odwagi, aby pozwolić się pogłaskać albo nawet tylko dotknąć. Gorszy kontakt ma z moim najstarszym kotem. Grubszy jest nieprawdopodobnie zazdrosny. Niby śpi, niby go nic nie obchodzi, ale doskonale wszystko obserwuje i słyszy. Małą trochę goni, ale niegroźnie (rude oczywiście też goni). Z jednej strony, jeśli chodzi o Grubszego, to nawet dobrze, że nie mogę miziać małej, nie ma powodu do zazdrości. Jest jednak coś, w co trudno uwierzyć - on reaguje nawet na tembr mojego głosu. Doskonale wie, kiedy mówię do niego, a kiedy mówię do pozostałych kotów. Ostatnio Julka dostała piękny komplet: posłanie i miseczkę do jedzenia Gourmet. Wtarłam kocimiętkę w posłanie - oczywiście Grubszy pierwszy wtulił się w pachnące legowisko, później pozostałe koty. Julka pewnie jeszcze wcale, albo na samym końcu. Odwiedzili mnie sąsiedzi i pokazałam im ten komplet mówiąc, że właśnie Julka dostała taki piękny prezent. Wszyscy się zachwycali i sprawa niby się zakończyła. Tymczasem za kilka minut podchodzę do posłania, a tam jest po prostu nasikane. Winnego nie musiałam szukać. Grubszy po prostu wyraził swoje zdanie na temat posłania, Julki i innych spraw. Pokazał, kto tu rządzi. Nie sądziłam, iż mój faworyt potrafi się zachować z taką determinacją. Przypadek ten znowu nauczył mnie czegoś nowego, jak ogromnie musimy uważać, kiedy wprowadzamy do domu kolejnego kota. A Julka? Mam nadzieję, że wkrótce pozwoli się dotykać, głaskać i miziać. Magdalena Bielicka - redaktor naczelna |